sobota, 15 grudnia 2012

... mózg i cycusie

    O tym, że produkcja mleka zaczyna się w głowie dowiedziałam się w pierwszych dwóch tygodniach życia Kuby. I to z Internetu! Od Hafiji, od innych mam blogujących. Nasz pierwszy tydzień w domu po narodzinach to był dla mnie swego rodzaju intensywny kurs karmienia - teoria i praktyka. Bo przed porodem nawet teorii nie miałam - ok, wiedziałam, że dziecko pije z piersi, że I mleko to siara, i w sumie tyle.
Nie wiedziałam, że tak bardzo mogą popękać brodawki; że Dzidziek będzie najchętniej ssał 24h na dobę.
W książkach tego nie napisali... A poradni laktacyjnej u mnie w mieście nie ma. (dzięki Bogu za fajne położne i pielęgniarki, które nie podsuwały MM)

Z czasem było u nas coraz lepiej (jak wiecie z wcześniejszych postów), ale cały czas się dokształcam! :)
Obserwuję Kubę, siebie, nasze dni... I co chwilę odkrywam coś nowego!! Jak np. w tym tygodniu.

Ale od początku... :)
Od poniedziałku wprowadziliśmy Kubie kaszę z glutenem na śniadanko, potem jabłko-deserek i obiad-warzywko. Bardzo chcieliśmy by jadł metodą BLW.
Poniedziałek był na luzie. Kaszka-kilka łyżeczek, ziemniak sobie miażdżył rączkami; mała grudka, która dostała się do buzi została wypluta (już wiem, że ziemniak nie jest lubiany)
Wtorek - kaszki więcej zjadł, jabłko (starłam) też parę łyżeczek; ziemniaka przespał :) Cycusie produkowały mleko jak szalone!!
Środa - kaszka ok; jabłko ok; a ziemniak.... ziemniak z masełkiem, ale zmiażdżyłam na papkę i wsadzałam w dziubek.
Tak samo w czwartek, z tym, że doszła marchewka... I zauważyłam coś dziwnego: cycusie zwolniły - w sumie już w środę wieczorem!! W czwartek słabo "się ładowały" - mimo, że normalnie jadłam, przyjmowałam dużo płynów.
W piątek od rana już się zestresowałam co jest grane??!! W sumie Kuba bardziej się stresował, bo nie leciało strumieniem jak lubi, tylko musiał nieźle ciągnąć.

I usiadłam pod wieczór. I zaczęłam myśleć i analizować tydzień. I ODKRYŁAM przyczynę "słabego ładowania"!!!! : STRES! Mój stres, moje myśli dotyczące tego, że Kuba się nie najada. Że jest głodny, że za mało je stałych, świeżo co wprowadzonych pokarmów!
I od razu kontynuacja w mojej głowie: "Kobieto; opanuj się!! ;) wszystko jest ok!" Przecież dziecko na początku tylko smakuje pożywienia stałego. Karmienie piersią jest cały czas podstawą jego żywienia i mu wystarcza. Nie wpychaj w niego zmiażdżonego jedzenia, tylko Mu zaufaj! :)))) Ma czas!

Więc dziś wzięłam na luz. I zaufałam.
Dziś rano jak zwykle kaszka. Jabłuszko przespał Potomek. A potem ugotowałam marchewkę. W sumie 2 duuże; na parze. Pokroiłam w słupki - takie do rączki. Posadziłam Kubę w krzesełku, zawinęłam w śliniak i położyłam przed nim kilka marchewek.... Spojrzał na mnie: "A co mam niby z tym robić??"
Wzięłam jedną do ręki i przesadnie nią manewrując zaczęłam jeść i mlaskać ;)))
Zobaczyłam w jego oczkach TEN błysk! "Aaaa... To tak się tym bawimy..."... i chwycił marchewkę i wsadził do buzi!!! Odłamał sobie kawałek - za duży! I już, już miałam interweniować, ratować, ale się wstrzymałam.
Oczka się załzawiły, zakrztusił się lekko i sprawnie cały kawałek wypluł!!  Już myślałam, że się zniechęci, a On wziął kolejny kawałek i już mniejszy sobie umlaskał!! :) i połknął :DDDDDDDDDDD
VICTORY! :))))
Potem jeszcze parę mniejszych kawałeczków dotarło do dziubka. Co prawda większość wylądowała na podłodze lub była wyciskana spomiędzy paluszków. To co :))))
Ale ta radość!! Ta niezależność jaką się dało wyczuć!! Był zachwycony :)))) Karmienie łyżeczką było troszkę walką o to by dotarła ona z jedzeniem do buzi, a Kuba ją próbował przechwycić. Tu miał wolną rękę. Zero wtrącania się, zagadywania, przepychania.
Cycusie ponownie zaczęły porządną produkcję mleka - Mama się rozluźniła, uradowała :)

Tyle wystarczyło - zluzować. Nie martwić się, nie kreować problemu, nie stresować się.
Zaufać sobie i dziecku.
Ciało kobiety jest niesamowite! Samo wie jak przekazać potrzebę. Czy brakuje jakiś witamin, czy coś nas męczy.
Z tym, że mój mózg potrafi dać mi sygnał, że coś jest "nie halo" z moim ciałem, ze mną - wiedziałam już wcześniej. Ale jego współpraca z cycusiami jest fenomenem dla mnie :)

Mamy: ufajcie sobie. Ja się uczę tego każdego dnia. Każdego dnia sobie o tym przypominam :) teraz też wiem, że jeszcze muszę pamiętać by ufać swojemu Dziecku :)



środa, 12 grudnia 2012

... nasz Synek ma 6 miesięcy!!

   W biegu... pomiędzy kolejnymi partiami pierniczków, a ostatnimi zamówieniami na prezenty... Nasz Synek skończył 6 miesięcy! Jak rośnie nam Potomek!


A Kuba:
- waży dobre ponad 8kg :)))) ( a mówi się, że na mleku Mamy dziecko słabo przypiera :P )
- mierzy ok 80cm
- sam siedzi już całkiem nieźle
- ale woli stać
- przy czym Mama :)))) ah ah :))) nauczyła go, że wyciąga dłonie, a Dzidziek wie, że ma je złapać, by się podnieść :)))
- wydaje dźwięki niczym dinozaur i diva operowa
- rozumie, że słowa "amam, cycusie" to zapowiedź jedzonka :)
- jak dzieje się "krzywda" woła "mamamammamama" <3
- urządza sobie "rozmowy do cycusia" - przerywa ssanie i ... mówi ...coś? :))
- w poniedziałek wkroczyliśmy w świat kaszek - Kuba lubi; a ja lubię jak on tą kaszką pachnie!
- ziemniak jest ble
- dziś (środa) było jabłko - smakuje

piątek, 7 grudnia 2012

...DIY nie do końca świączenie...

   .... ale napewno zimowo :)

Dziś nas trochę zasypało - śnieg padał całą ubiegłą noc... Kuba jest zaskoczony widokami za oknem :) I tak niesamowicie się go ostatnio ogląda! Rośnie nam dziecko tak szybko!! Całkiem nieźle już sam siedzi podtrzymywany prosto stoi... Uśmiecha się do wszystkich :)


  I postanowiłam, mimo paskudnych warunków na drogach, wyskoczyć do miasta, kiedy Potomek spał :) Od dawna marzył mi się karmnik dla ptaszków. Kupiłam i jutro będzie już wisiał przy kuchennym oknie.
Dokupiłam ziarna i słoninki. Oprócz tego chciałam Wam pokazać, jak jeszcze można uradować ptaki:

Zimowe DIY na dziś to Karma tłuszczowa dla ptaków . Potrzebne będzie:
- ziarna
- smalec
- sznurek
- foremki
- garnuszek do topienia smalcu, 2 szklanki by uwiesić sznurek, wykałaczka
W garnku na wolnym ogniu topimy smalec. Widoczna na zdjęciu kostka wystarczy na 8 "babeczek ziarenkowych". W międzyczasie ustawiamy jakieś 2 szklanki i opieramy na nich patyczek, na którym zawieszamy sznurek, tak, by pętelką dotykał dna foremki (zdj.2)
Wsypujemy ziarenka i wlewamy roztopiony, nie gorący smalec. Warto zamieszać delikatnie ziarenka, by ładnie się połączyło. Jeżeli sznurek się przekrzywi - nie ma to większego znaczenia; gdy smalec zaczyna gęstnieć, można go wyrównać.



Tak zapełniamy wszystkie foremki i odstawiamy w chłodne miejsce. Gdy smalec jest już twardy, delikatnie uwalniamy z foremek.


Dobrze trzymać karmę w lodówce, by nie straciła kształtu.
*przepraszam za jakość zdjęć... niestety sztuczne światło... :(

Jutro pokażę zdjęcia z zawieszonym karmnikiem i "babeczkami". Poza tym polecam do poczytania:





środa, 5 grudnia 2012

... dekoracje świąteczne cz.2

   Dziś spadł u nas pierwszy śnieg!! Stałam z Kubą w oknie i mu opowiadałam co i jak... patrzył na tą biel z otwartymi ustkami :) Słodziak ;)

   Świąteczne DIY na dziś to Hiacynty w dekoracyjnym naczyniu. Potrzebne będzie:
- naczynie -u mnie bulionówka z PEPCO
- hiacynty - białe z Lidla
- ziemia
- ozdobna wstążka, słomiana gwiazdka
Nie będę wdawała się w szczegółowe opisy ;) Delikatnie przesadzamy hiacynty do naczynia, zawiązujemy wkoło wstążeczkę, doczepiamy gwiazdkę i voila :)
Mam nadzieję, że zakwitną do Świąt.





wtorek, 4 grudnia 2012

...Nasze chwile przyjemności :

   Hafija na swoim blogu napisała pięknu post "Nasze chwile przyjemności... A Wasze?", a potem zapytała się jakie są innych blogowiczek ich chwile sprawiające radość. Też dodałam swój komentarz. A potem pomyślałam: "Przecież i tu może być mój opis. Bym tu go miała dla siebie" :)

"... Zbliża się północ. Siedzę przy biurku w pracowni i ustawiam ostatnie ząbki w wosku dla jutrzejszego pacjenta. W radiu leci jakiś optymistyczny kawałek; wystukuję nogą rytm :) Przez elektroniczną nianię słyszę pierwsze szmery dochodzące z sypialni... Kuba przewraca się w łóżeczku. Aha... za chwilę będzie się wybudzał na pierwsze nocne karmienie. Uśmiecham się do siebie; napewno śpi na boku z przykrytą głową i odkrytym ciałkiem...to słodkie udko wystawił bokiem - takie do schrupania. Skarpety zwisają pomiędzy szczebelkami...Czuję mrowienie i wiem, że te wszystkie ciepłe myśli kumulują się w cycusiach.
Głośniejsze szumy - ok, czas się podnosić. Dom uśpiony... Koty drzemią w kuchni... Po drodze na piętro zdejmuję bluzkę.
Mąż smacznie śpi :) zapalam malutką lampkę w kształcie księżyca; Kuba trze oczka... biorę go na ręce, otulam ramionami, siadam na łóżku wygodnie się opierając. ooo.. już szuka cycusia dziubkiem :)
I wtula się... I mlaska... jedną rączką obejmuje mnie pod pachą, drugą kładzie na cycusiu. Otulam go kocykiem, on poprawia sobie ułożenie główki i pomrukuje.. I tak siedzimy sobie...
Za oknem ciemna noc. Wokół nas cisza. Jestem tylko ja i mój Syn. Głaszczę go po główce, po twarzy, dotykam ciepłych stópek. W moich myślach: "Jak on to robi, że śpiąc w samym bodziaku jest taki cieplutki??! :)", "oho...udrapnął się w uszko...". "jaki malutki pieprzyk na ramionku! Nie było go tam... :)"...
Zwalnia picie mleczka... Najadł się. Ostatnie pociągnięcia. Pomruki. Z mlaśnięciem puszcza brodawkę słodko wydymając usteczka... Że też moje oczy nie mogą zrobić teraz zdjęcia! Ale za to jest to tylko moje. Nasze...
Ostrożnie wstaję, chwilę go jeszcze tulę, całuję i odkładam do łóżeczka. Przykrywam kocykiem, ale on jednym ruchem wystawia stópki jednocześnie zaciągając kocyk wyżej. Rozrzuca nóżki, ostatnie mlaśnięcie i śpi słodkim snem.

Każdy moment dnia jest z Kubą wspaniały. Ale najbardziej lubię właśnie noce. Bo to są tylko Nasze chwile :)"


... ogłoszenie parafialne :)

   Dziękuję za miłe komentarze pod poprzednim postem. :***
Postanowiłam poszperać na allegro, czy jeszcze znajdzie się taka kolejka jak moja - może ktoś byłby zainteresowany i skorzysta :))). I są:
kolejka 1
kolejka 2
kolejka 3

Za tydzień ten post zniknie, gdy minął terminy aukcji.

A znalazłam jeszcze takie cacko:


Też kalendarz adwentowy. Bardzo męski :) tylko cena powala - ponad 130zł... ehhh ;)

poniedziałek, 3 grudnia 2012

... odliczanie do Świąt!

    I nagle nie wiadomo kiedy zrobił się grudzień! Myśli krążą wokół Świąt, choinki, prezentów. Dziś słyszałam pierwszy raz w tym roku świąteczną piosenkę w radiu :)
UWIELBIAM ten czas! Każdego dnia budzę się i spoglądam za okno w nadziei, że spadł śnieg..
Będzie to "pierwszy śnieg Kuby". Nie mogę się doczekać jego reakcji na choinkę... i prezenty...

Na blogach pojawiają się piękne zdjęcia dekoracji domów. Widać już wieńce, bombki gdzieniegdzie i kalendarze Adwentowe.

I u nas pierwszy raz postawiliśmy kalendarz. Nie taki czekoladkowy, tylko taki, który będzie "naszą rodzinną tradycją" :)
Dużo czasu zajęło mi poszukiwanie tego idealnego. Już-już miałam szyć i wtedy wpadł mi w oko ten:


Byłam nim zauroczona, tylko nie wiedziałam gdzie go kupić... Nawet myślałam o jakimś takim dla dzieci, by przemalować, przerobić ;) i  co kilka dni przetrząsając Allegro trafiłam na niego!!! Ktoś sprzedawał MÓJ wymarzony kalendarz, w idealnym stanie, w ofercie KupTeraz... Nawet nie namyślałam się godziny :)
I oto Nasz Rodzinny Kalendarz Adwentowy:



Ponieważ nie miałam wiele czasu, by powkładać do niej jakieś drobiazgi i tym bardziej, że Kuba jest na tyle mały, że jeszcze w sumie go to nie dotyczy - włożyłam do niej cukierki i na każdy dzień jakieś zajęcie dla nas. Wierzę, że w przyszłości dzieci będą miały z niego dużo frajdy.

   Chciałam Was także zaprosić na zaglądanie tu do Świąt - postaram się co drugi dzień zaproponować Wam małe DIY w klimacie świątecznym... Będzie jak wykonać efektowne ozdoby do prezentów, wykonać dekoracje, rodzinne tworzenie, świąteczna poduszka...

   Pierwsze DIY to spersonalizowanie Kolejki Kalendarza Adwentowego.
Do każdego wagonika włożyłam coś słodkiego - ulubione Marcepanki Męża i moje Białe Michaszki. Dodatkowo czekoladki z motywem świątecznym oraz słomkowe ozdoby, które potem zawiesimy na choince. Poszukując inspiracji na Pinterest stworzyłam listę 24 zajęć przedświątecznych, które rodzina może razem wykonać. Czyli np. lepienie bałwana, pieczenie pierników, oglądanie świątecznego filmu, pakowanie prezentów, itd itp... W Word'zie stworzyłam tabelkę, wpisałam zadania, wydrukowałam i pocięłam. Zwinęłam w rulonik, związałam tasiemką i włożyłam w odpowiednie wagoniki. U nas zrobiłam to logistycznie dostosowując je do grafiku pracy Męża, przewidywań ile pracy będę miała ja i priorytetów :)
Kilka świeczek i pierwsza dekoracja przedświąteczna gotowa :)

środa, 14 listopada 2012

Liebster Blog

     Tym razem zostałam ustrzelona przez moją Siostrę do nominacji Liebster Blog.
"Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawane dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie."


 Zestaw pytań, który zaserwowała mi Magda:

1. Dobra wróżka daje Ci możliwość wybrania daru na dowolnym instrumencie: jaki by to był instrument?
- gitara. By brzdękolić przy letnich grill'ach :)
2. Super piękny\a czy super mądry\a?
- super mądra :) Super piękna już się czuję :P
3. Czy jest coś, do czego jesteś bardzo przywiązana(y)?
- jest kilka drobiazgów, np szpilki Buffalo (mają 5lat i są nie do zdarcia!!) - LOVE :)
4. Czy jest coś, co uwielbiasz, a Twoja druga połówka tego nie cierpi?
- Ptasie Mleczko Śmietankowe. Mąż uwielbia Wanilionwe. Nie wyjadamy sobie nawzajem.
5. Nigdy nie wezmę do ust...
- jakiegoś jadalnego" robala"
6. Znienawidzony smak dzieciństwa, to...
- zielony groszek w zupie!
7. Co w sobie lubisz?
- całą siebie! Faaajna jestem ;)
8. Co byś w sobie zmienił\a?
- nic :)
9. Czego nigdy byś nie ubrała wychodząc z domu?
- mini
10. Boże Narodzenie czy Wielkanoc?
- Boże Narodzenie
11. Co sądzisz o takich łańcuszkach?
- lubię :)

A moja lista pytań:
1. Jeżeli craft'owanie to maszyna do szycia czy nożyczki, papier i klej?
2. Romansidło czy kryminał?
3. Kot czy pies?
4. Niespodziewanie masz dzień tylko dla siebie... Co pierwsze robisz?
5. Radio ZET czy RMF FM?
6. Najprzystojniejszy James Bond to... (odtwórca roli)?
7. Tętniące życiem miasto, czy spokojna "dziura"?
8. Choinka Świąteczna w kolorach....
9. Co uwielbiasz w swoim Partnerze?
10. Zwariowane marzenie?
11. IKEA - za czy przeciw?

Do zabawy zapraszam:
Agę
Clatite
Agnieszkę
Agatę
Karlę

wtorek, 13 listopada 2012

... 5 miesięcy i jeden dzień

    Kolejny miesiąc za nami... Kubek rośnie i rośnie... Każdą chwilę staramy się uwiecznić, zapisać, pstryknąć fotę. Bo zdaliśmy sobie sprawę, że już NIGDY się nie powtórzy! Więc zapisujemy nasze dni w kalendarzu - nie codziennie (ponieważ czasami brak sił, pamięć zawiedzie..), aparat mam w zasięgu ręki, czy staram się wklikać coś tu.

    Wczoraj Mąż był w domu cały dzień. Więc mieliśmy duuużoooo czasu na spędzenie go rodzinnie. Rano ja zostałam z Potomkiem, Mąż pojechał po zakupy... Przy okazji przywiózł mi bukiet róż - ot tak :) Często to robi -ot tak :))))))) <3 Więc ja zrobiłam pyyyszene śniadanko - polecam przepis tu. Jedyną modyfikację jaką wprowadziłam, to na dno wkładam najpierw boczek, potem chleb. Dzięki temu ładnie się wyjmuje- boczek pełni rolę formy trzymającej wszystko razem. I używam formy do MegaMuffinek firmy Wilton.


Był dłuugi spacer po parku w trójkę i kawa u mojej babci. Podczas spaceru Kuba usnął, my przysiedliśmy na ławce... Pogoda była piękna, spokojnie, ćwierkały ptaki, liście spadały z drzew. To w takich momentach czuję jak wielką jestem szczęściarą: mam Mężka, Dzidziusia, Rodzinę; mamy prace, domek rodzinny, jesteśmy zdrowi, mamy czas dla siebie, czas na spacery, na odpoczynek, na drobne przyjemności... Nie zarabiamy kokosów, nie mieszkamy sami, nie wychodzimy często... Ale i tak jest SUPER! ludzie mają tak ciężko....
 Cudownie doceniać takie chwile!
Potem troszkę popracowałam, uruchomiłam maszynę do szycia!! (efekty pokażę wkrótce). Mężek zajął się Kubą. Dzień zakończyliśmy przy romantycznie przy świecach.


środa, 7 listopada 2012

... na szybko na tą chwilę.

    Żyjemy! :) Co prawda ostatnio troszkę brak czasu na wiele rzeczy, ale mam zamiar to zmienić :)
Kuba oczywiście rośnie:
-7500g!!!
-74cm!!!
-obrót na brzuszek zajmuje mu nanosekundy :) Powrót na plecki jeszcze nie rozpracowany
-pociągnięty za rączki ochoczo siada - bujając się jeszcze
-cycusiujemy radośnie :)
-bodziaki rozmiar 12-18mcy (Early Days)
-i MĘCZĄ okrutnie wychodzące i niewidoczne jeszcze ząbki....

I tu pytanie do Mam: dziewczyny - czy obiło się Wam o uszy, bądź praktykujecie na swoich Pociechach zakładanie koralików z bursztynów? Czy to działa (wiem, że nie ma reguły), gdzie je można dostać? Widziałam gdzieś także jakby smoczki z bursztynu (?) - to też ma na celu zadziałać na dziąsełka?
Nie jest u nas krytycznie. Potomek noce przesypia spokojnie, tylko w dzień się irytuje... Pod wieczór parę łezek potoczy.. Więc nie dramatyzuję ;) tylko żal mi go bardzo.

Z innych nowości: a ciachłam włosy :) moim mężczyznom się podoba - najważniejsze :)



sobota, 13 października 2012

(post na wczoraj)... 4 miesiące...

   Wczoraj Kuba skończył 4 miesiące!! Pędzą te tygodnie niesamowicie... Z nowin:
- umie przekładać grzechotkę z lewej do prawej i z prawej do lewej dłoni!
- obraca się w łóżeczku o 180stopni
- pewnie waży już z 7kg i mierzy ponad 70cm (update po 17.10 - po szczepieniu :))
- ząbków brak
- a dziś (13.10).... przewrócił się sam na brzuszek!!!!!! :) Miał minkę: "Phi... to tylko przewrót na brzuszek" ;) My jako rodzice byliśmy zdecydowanie bardziej rozentuzjazmowani :)

Czasami, gdy go trzymam w objęciach i na niego patrzę, szeptam mu coś... uświadamiam sobie tak bardzo wyraźnie, że trzymam w rękach malutkiego człowieczka! Że jestem za niego odpowiedzialna, że on mi ufa całym sobą, że jest jak pusta książka, która będzie się stopniowo zapełniać... Jest to dla mnie tak niesamowite uczucie... Głaskać tą malutką główkę.. Patrzeć na malutkie usteczka, gdy już skończy pić mleko, puszczają brodawkę z takim słodkim mlaśnięciem... dotykać gładkich wnętrz dłoni, bez zgrubień, odcisków....
Uwielbiam moment, gdy się budzi z drzemki.. Pędzę wtedy do pokoju, by gdy otworzy oczka już  mnie zobaczył, by wiedział, że jestem, że ktoś czeka na niego, że nie musi płaczem wołać.
Otwiera powoli oczka...przygląda się przez chwilę...uśmiech mu się błąka po twarzy. Po chwili rozpromienia się na moje zagadywanie i zaczyna się przeciągać. Na koniec rozrzuca zadowolony rączki i nóżki.
Szalenie kocham naszego Synka :))))

                                                                         rodzinnie :)

niedziela, 7 października 2012

EDIT do ...myśli nocną porą...

.... < 24.00-24.30 przerwa techniczna na cycusia :) >

Poprzedni post nie miał przypadkiem zabrzmieć: "dobra doczesne to zbędne gadżety; wracajmy do zabawy patykiem!" :) heheheh
Były/są to raczej luźne myśli powodowane ostatnimi dniami ...moimi zmartwieniami (czego wynikiem są migreny i wysypka - tak, tak  - dostaję wysypki od stresu!), na nieprzespane noce (Potomek czasami środek nocy chce potraktować zabawowo;)), na natłok wrażeń... Za kilka dni mi przejdzie ;)

Nie umiałabym, z obecnym "mózgiem", wiedzą, żyć te np 100lat temu! Wszystko, co ułatwia nam życie dobrze doceniać.
Choćby krem do twarzy! Mój ulubiony L'oreal Happy Derm wycofali parę lat temu ze sprzedaży! Mam OSTATNIĄ sztukę w szafce... Od dłuższego czasu poszukiwałam czegoś, co będzie dla mnie tak fajnym wynalazkiem. Wypróbowałam różne Nivea, Amway, z wszelkich uzdrowisk, dla dzieci, ostatnio popularny Herbal Garden... i żaden mi nie pasował.
Kupiłam nowość L'oreal - Nutri-Gold... i... jest super! Dziś: po 16stu godzinach moja skóra jest nadal nawilżona, gładka i nawet nie za bardzo zmęczona! Mam nadzieję, że uwielbienie będzie trwało i nagle go nie wycofają ze sprzedaży ;)))

Doceniam matę, bo dzięki niej Kuba jest czymś zajęty, a ja i wysuszę włosy, i śniadanie zjeść mogę... i karuzelka go uśpi... a krzesełko napewno będzie super przy wspólnych posiłkach.
Chyba bym po prostu chciała, by doba miała 48h.. mieć czas i dla Kuby, i na pracę, i na sen, i dla bliskich, i dla siebie i dla męża...
Może najlepiej znajdę na Allegro złotą rybkę... ;) hihii

Póki co - idę się tulić do moich mężczyzn... Ten większy co prawda śmierdzi czosnkiem (profilaktycznie się faszeruje, bo coś go bierze...), ale i tak się przytulę ;)


... myśli nocną porą...

   Mąż śpi.... Kuba śpi.... Dziś wreszcie spokojna noc. - Ostatnie kilka było burzowych, deszczowych, z wściekle wiejącym wiatrem (którego się boję). W biegu zasłaniałam okna roletami... trochę to wyciszało jęki i zawodzenia wichury.

   Właśnie spoglądam na matę edukacyjną Kuby. Jest rozłożona między kuchnią a gościnnym, gdzie jeszcze w zeszłym tygodniu zasnęłam z nim na kocach. Mata podoba się dzieciu. Widzę, że interesują go wiszące zabawki - grzechotki; że jest to dla niego urozmaicenie dnia.
Kupiona karuzelka z misiami jednak póki co nie spełnia moich oczekiwań. Chodzi troszkę za głośno - sądzę, że w nocy zamiast Kubę uśpić - rozbudziła by go. Więc po wstępnym montażu wróciła do kartonu - muszę nad nią pomyśleć :)
Zakupione książeczki "Obrazki dla malucha" okazały się udanym zakupem. Oglądaliśmy sobie leżąc na łóżku; Kuba kukał na kolorowe obrazki, wyciągał rączki.
A dziś udało mi się kupić krzesełko do karmienia. Wiem, że jeszcze jest czas na Bubę, ale został mi polecony akurat ten model. Nie ma go juć chyba w sprzedaży; jest wykonany bardzo solidnie, bez jakiś mega bajerów. Znalazłam aukcję, wygrałam, będziemy czekać na dostawę...

I tak po tej wyliczance przedmiotów, które wydają się być wręcz niezbędne do życia, zastanawiam się: "...czy na pewno...?" Koc, a nad nim mop oparty na krzesełkach był całkiem niezłą "matą edukacyjną" - wymagało to tylko poświęcenia więcej naszej uwagi dziecku (teraz zajmują go plastikowe zwierzątka). Karuzela - może zamiast niej, powinien oglądać moją twarz nachylająca się nad nim; śpiewającą; uśmiechającą się, robiącą miny... Książeczki... ok książeczki zawsze są fajne do pooglądania. Ale póki co, nasze ręce; i splatane z Kuby paluszkami, "gagała, gagała", "idzie rak" i inne - też się fajnie ogląda i dotyka. Krzesełko... jeszcze nie mam zdania.

   I ma te ileś gryzaków, bo może któryś "zdziała cuda" i ulży dziecku, a koniec końców i tak własne i czasami moje paluszki są najlepsze do smyrania po dziąsełkach.... Na chyba 6 grzechotek, ta najzwyklejsza, najtańsza, najprostsza jest Najlepsza! I kolorowe pluszaczki, milusie małpki, ptaszki i tak chowają się przy prostej włóczkowej żabce (Kolorino) i czerwonym krabie (też Kolorino)...

Od kilku dni jestem bardzo zmęczona... często kręci mi się w głowie (nawet jak leżę)... mam jakby mniej sił... i mleko jakoś tak super nie napełnia cycusiów do rozmiarów DD...
Myślę tak sobie... Może ta chęć - by może nie wszystko, ale sporo, było bliskie "naj..." jakoś tak mnie trochę zmęczyła? Może lepiej pobawię się, pokudlam (od cuddle - tulić - moje spolszczenie ;)) z Kubą cały dzień w naszym łóżku... pomruczymy sobie... olejemy pstrokate zabawki i pokażę mu delikatne chusteczki jak fajnie można drzeć, gnieść; zwykłą drewnianą łyżkę... Coś prostego, zwykłego...

   Zaczynają się pytania i licytacje: a kiedy będziesz gotować mu zupki? jak długo zamierzasz karmić? a ile waży? -ooo; dużo!, a podnosi się już? a może siedzi już? nie - i biegać, też nie biega... bo Mój... bo Moja... Ja wiem, że każda Mama się cieszy, że jej dziecko jest dla niej najcudowniejsze. Tylko dlaczego zawsze te pytania/informacje wiążą się z dawką "rad"? Bo dziecko "musi" zacząć od papek -"bo ja już daję marchewkę", słoiczek, jabłuszka tarte, zupki przecierane... NIE - My zaczynamy od BLW. Bo dziecko "musi" popatrzeć na świat, być ponoszone w pionie, posadzone z podparciem.. NIE - ma słaby kręgosłup jeszcze, i przyjdzie jego moment na siedzenie...
Dziś są ważne dla mnie te słowa:

"Kiedy dziecko powinno już chodzić i mówić?
Wtedy kiedy chodzi i mówi.
Kiedy powinny wyrznąć się ząbki?
Akurat wtedy kiedy się wyrzynają.
I niemowlę tylko godzin spać powinno,
ile mu potrzeba, by było wyspane."
                                  Janusz Korczak. 


   Jutro będzie NASZ dzień (takie moje postanowienie) :) Będziemy się tulić... Przewracać na brzuszek (co usilnie Potomek próbuje opanować, a że główka jeszcze ciężka, to irytuje się bardzo biedak), oglądać paluszki, spać razem, ponoszę Kubka trochę więcej niż zwykle... O pracy myśleć nie będę - ok, dopiero o 23 (wtedy zejdę do pracowni). Bo ani się obejrzę, a on już mi ucieknie....

                                         ...bo taki malutki tylko mój już za chwilkę nie będzie....

wtorek, 2 października 2012

... nie jedno imię ;)

    Gdzieś mi kiedyś mignął post na jakimś blogu, jak to rodzice nazywają dziecię swoje... I tak sobie pomyślałam, że my też to przerabiamy!
Oto nasz Kuba w kolejności od maleństwa do teraz:
Behemot (bo darł się czasami)
Kleszcz (jak się opił mleczka, to kulka był ;)
Potomek
wszelkie Żuczek, Robaczek
Kubek
ostatnio Bubu, Bobo

I jeszcze zdjęcie, który krąży po Sieci i roztopiło mi serducho ;))


Pędzę do łóżka ;) Bubu śpi, pewnie obudzi się znowu około północy, więc mamy z Mężem czas na wieczorne pogaduchy :)

poniedziałek, 1 października 2012

... o spaniu :)

   Zauważyłam ostatnio, że Kuba, gdy jest zmęczony, po prostu zamyka oczy i usypia! Ok - pomaga w tym bardzo kocyk i keluś (smoczek :)) Albo trzeba go wymęczyć, by usnął, gdy jest jego pora. Wtedy śpiewamy, oglądamy zabawki, nosimy "na samolot", leżymy na brzuchach, gugamy itp itd.
W zeszłym tygodniu zdarzyło się nam leżeć w gościnnym na podłodze na kocach... Gugaliśmy sobie, bawiliśmy rączkami, stópkami, było odkrywanie twarzy mojej i Grzesia. W którymś momencie skapłam się, że Mały leży spokojnie i sobie kuka na lewo, na prawo... Położyłam się koło niego, pozwolił się przytulić... I tak nie wiadomo kiedy razem usnęliśmy!! Uwiecznił to Mąż:


Obudziłam się dobrą godzinę później przykryta Kubka kołderką i troszkę połamana ;) Ale była to jedna z najsłodszych drzemek ever :)))))


Kilka razy zdarzyło mu się usnąć ot tak przy nas - gdy rozmawialiśmy, nawet sprzątając w kuchni/ trzaskając garkami. Dziś także - na macie :) nagle patrzę, a on śpi. To go przykryłam kocykiem i obejrzeliśmy pierwszy odcinek nowego sezonu "How I Meet Your Mother" :))


   Tak ostatnio natrafiłam na kilka różnych artykułów w Internecie na temat usypiania dzieci. I jestem przerażona tym, że ciągle popularny jest sposób "(...)"crying down", która polega na tym, że po wieczornym nakarmieniu dziecka zostawia się go i gdy zaczyna płakać, nie wolno go utulić i uspokoić. Ma się wypłakać i w ten sposób "nauczyć" wcześniej zasypiać(...)". Coś POTWORNEGO!!!
NIE dopuszczam do sytuacji, by Kubek płakał! Chyba, że kompletnie nie wiem o co chodzi i zanim zrozumiem jego "mowę" potoczy się kilka łez. Przecież serce się kraja, gdy maleństwo płacze! A nie płacze bo ma takie widzimisię, tylko czegoś potrzebuje, coś jest nie tak... Tekst w stylu "dziecko musi popłakać" kwituję "a dlaczego??", albo po prostu NIE!, nie musi!
                              <24.15-24.35 - przerwa techniczna na cycusie ;) >
Według najnowszych doniesień, naukowcy odkryli, że w sytuacji, gdy dziecko jest pozostawione samo sobie płaczące, może dojść do uszkodzeń jego mózgu. Podczas stresu uwalnia się hormon stresu-kortyzol, który powoduje niszczenie neuronów. W malutkim mózgu, nie do końca wykształconym, ciagle rosnącym może dojść do nieodwracalnych szkód.
Więcej informacji tu:
Daily Mail
Guardian
Psychology Today
The Independent
Bogna Białecka

    Nasze wieczorne usypianie wygląda tak, że po kąpieli przytulam Kubę do cycusia na karmienie. Jak jest wymęczony i głodny - dossie się, opędzluje mi oba cycusie i uśnie mi w ramionach z błogim wyrazem na buźce :))))
Jeżeli jest głodny, ale po karmieniu się rozbudzi - tulę go jeszcze chwilkę, odkładam do łóżeczka, załączam karuzelkę, otulam kocykiem, keluś i wychodzę coś tam zrobić. On sobie leży, guga do zwierzątek, czasami fika. Wracam do niego co jakiś czas kuknąć jak postępy w zasypianiu, pogadam do niego, pouśmiecham, pogłaszczę i wychodzę. Jak mnie "woła", od razu biegnę i pytam co i jak ;))) i zawsze, gdy wychodzę z pokoju (nawet w dzień) mówię mu, że muszę wyjść zrobić to i to, że za chwilkę, momencik wrócę pokazując palcem "momencik, chwilkę" (wiecie - wskazujący w górę, "za jedną minutkę będę"). Jak się ociągam z powrotem - woła :)))
Najczęściej w ciągu pół godziny sam usypia. Bez płaczu, lamentu... Chociaż ostatnio zdecydowaliśmy, że gdy nie będzie śpiący będziemy czytać mu książeczki, bajki-usypiajki itp :)
Bywa i tak, że jest tak wymęczony, wybawiony, że po kąpieli nawet nie ma ochoty na cycusia (pręży mi się, odwraca główkę, marudzi), tylko od razu odkładam go do łóżeczka, keluś, kocyk i śpi w 5 sekund!
Potem budzi się około północy, lub po, głodny :) Na co ja się cieszę bardzo, bo do tego czasu wyglądam jak Pamela Anderson :)))

A jak u Was wygląda usypianie? Jaką macie opinię na temat płaczu?

sobota, 29 września 2012

... jaskinia ;)

   Odkryłam, że po całym intensywnym dniu - czy to spędzam go sama z Kubą, czy razem w chłopakami (bo Mąż ma akurat wolne) - potrzebuję mieć godzinkę wieczoru dla siebie.. Być sama ze sobą, pobuszować w necie, czy po prostu się odciąć i posiedzieć. Kiedyś tłumaczył mi to Grzegorz, że mężczyźni tak mają - muszą "posiedzieć w swojej jaskini sami ze sobą, odcięci od świata". I teraz też tak mam.
Potrzebuję tej chwili by odsapnąć, wyzerować się. Czuję wtedy jak moje ciało się rozluźnia, zaczynają boleć niektóre mięśnie, cycusie nagle ekspresowo się napełniają ;)
Kukam na zegarek i wiem, że jest prawdopodobieństwo, że koło północy Potomek się przebudzi. Więc mam jeszcze chwilę ;)

Kuba oczywiście dalej sobie radośnie rośnie! Bodziaki 9-12mcy są już za ciasne, więc fika w trochę za luźnych 12-18 ;) skopuje panel od karuzelki - sam zmieniając sobie melodyjki :)
Zauważyłam, że nauczył się przekładać sobie ulubioną grzechotkę z prawej do lewej rączki! I łapie kanciaste przedmioty (np figurkę z Little People Fischer Price) w obie dłonie i ogląda! tak słodko to się prezentuje...
Bujaczek nadal mu nie pasuje. Albo na pleckach, albo na brzuszku.
Czasami się zastanawiam, czy wogóle był to dobry zakup. Ale poczekam aż będzie większy. Bujaczek jest dla dzieci aż do 18kg, więc jak nie będzie używany - albo sprzedam, ale zostanie dla kolejnej pociechy :)

Za to nabyliśmy dla dziecka nowe drobiazgi: matę edukacyjną i karuzelkę (obecna jest pożyczona od Siostry)


Z racji wysokich cen owych przedmiotów, polowałam na nie na aukcjach. I udało się! Matę kupiłam za połowę ceny, tylko dlatego, że opakowanie było uszkodzone i małpka nie miała zaczepu. A karuzelę odkupiłam także za połowę ceny od innej Mamy.
Kubie mata przypasowała. Na karuzelę jeszcze czekamy


Poza tym kupiłam paczkę ślicznych bodziaków od fajnego sprzedawcy z allegro wyspa-london67. Wcześniej zamówiłam sobie u nich pajacyki ciepłe (idealne do wózka) i kocyki, które specjalnie przywiezione zostały z UK (uwielbiam je!!!) oraz śliniaki ze zwierzątkami :) Polecam :)
Jeszcze jedna rzecz, którą chcę kupić dla Dziecia - komplet książeczek z serii OBRAZKI DLA MALUCHÓW. Uważam, że są super proste, kolorowe, akurat do oglądania na początek. Np


Znalazłam sklep, gdzie mogę zamówić cały komplet. Co prawda Mąż trochę patrzy z przerażeniem na koszt (130zł +15zł przesyłka), ale i tak wychodzi taniej niż w sklepie, a poza tym to nie na raz ;)

sobota, 15 września 2012

... wieczorową porą...

... w sypialni chrapie Mąż!! No jak lokomotywa... ;) ooo... przebudził się od własnego chrapania hihihi ;) jeszcze Kubę obudzi ;) a Kuba już po pierwszej pobudce na karmienie - 23 z minutami.. Przewinięty, wybombał prawego cycusia, usnął mi i odłożyłam go do łóżeczka. Przykryłam lekko cieeeniutkim kocykiem, ale i tak się rozkopał i leży z odkrytymi stopiszczakami :)

A ja jakoś nie mogę dotrzeć do łóżka... Poszwendałam się po domu, po pracowni... Poukładałam naczynia do pozmywania... Poczytałam... Chodzę i dumam..

Dwa lata temu we wrześniu - tylko na początku - mój Mąż roooomantycznie mi się oświadczył.. Kolacja w pałacyku w lesie... płyta CD z naszymi ulubionymi piosenkami... padł na kolano przy Justin'ie Timberlake wkładając mi na palec pierścionek z szafirami i diamentami (wow... jak to szumnie brzmi ;) ...

Rok temu we wrześniu - jakoś pod koniec - zgubiłam ten pierścionek zaręczynowy! <lama> :( było zimno, mi palce zwęziły się) i ...po pierścionku. A parę dni później okazało się, że jestem w ciąży! Rekompensata? ;)

A w tym roku we wrześniu - jesteśmy rodzicami 3-miesięcznego słodkiego chłopczyka! Prowadzimy zwyczajne życie... Mamy ciepły domek... Bliskich, jakieś zwierzaki... W miarę spokojne prace...

Jak ten czas szybko leci! Czasami mam wrażenie, że doba jest za krótka. Tyle chciałabym zrobić.... i brakuje mi czasu, a czasami i chęci i sił. Czekają na mnie 2 wielkie kartony z gazetami "dzieciowymi" do przeglądu, posadzenie piwoni, wyprowadzenie dokumentów firmowych i papierów rodzinnych... trochę drobiazgów do przeszycia, kartek i boombox'ów do wyklejenia... Może do świąt się wyrobię ;)
...A jak nie... to trudno - świat się nie zawali :)) Będą kolejne święta ;) lepiej się potulić! :)



środa, 12 września 2012

... 3 miesiące!

   Dziś nasz Synek ma 3 miesiące!! Trzy miesiące temu o tej porze był już w moich ramionach, tulony, przyssany :) Taka kruszynka z niego była!


Malutki, zamroczony, zapuchnięty jeszcze... :)

A dziś:





Dziś jest już dużym (pogryzionym przez komary...) chłopczykiem :)
A te 3 miesiące (ku pamięci)...:
- urodził się z wagą 4030g, a teraz waży.... 6600g!
- wzrost początkowy 53cm, a teraz 70cm!
- ślini się...
- w 11-stym dniu po porodzie odpadł pępuszek
- na początki wołał o mleko "yff yff", potem wkładał paluszki/piąstki do buzi i tulił się do przyłożonej dłoni. Obecnie mlaska i miele językiem!
- dzielnie znosi szczepionki i pobrania krwi
- jakoś od 9.09 uczymy się przewrotu na brzuszek, przy czym leżenie już na nim szalenie mu się podoba :)
- od kilku tygodni intensywnie ogląda wszystko bardzo szczegółowo: rączki, zabawki...
- rozróżnia grzechotkę od gryzaka. Pierwsze wydaje dźwięk, więc tym potrząsa. A to co nie grzechocze wkłada do buzi :)
- I tak cudownie się skupia na otwieraniu i zamykaniu dłoni. - łapie sam przedmiot. Powoli odkrywa uchwyt szczypcowy :)
- naciąga na siebie kocyk i skopuje, gdy mu za ciepło
- cudownie się wściekł, gdy go włożyliśmy do spania w śpiworek. Jak się skapnął, że nie może się wygodnie rozłożyć wyraźnie okazał swoje niezadowolenie (śpi na żabę rozkraczony, z rączkami rozrzuconymi). To był pierwszy i ostatni raz spania w śpiworku:)))
- od dwóch dni widzę jak marszczy nosek! :)
- jak chce się go podnieść - wygina plecki.
- 25.08 odkryłam, że Kuba lubi chłodek! Przegrzałam go bodziakiem na długi rękaw... Teraz już widzę pierwsze oznaki, że mu za ciepło ;) przemywam go wtedy, lekko dmucham na czółko a on posapuje z radości
- uśmiecha się do siebie w lusterku
- nie lubi być noszony na rękach.... ewentualnie chwileczkę. Jedyna pozycja, to oparty na ramieniu (przerzucony przez ramię).
- gdy wracamy skądś,a Kuba siedział w foteliku - odłożony do łóżeczka wyciąąąąga się na całą długość (nie przepada za fotelikiem, bujaczkiem...)
- najwygodniej śpi mu się we własnym łóżeczku. albo w moich ramionach....
- uwielbiam patrzeć jak podczas karmienia z chwili na chwilę, gdy mu się napełnia brzuszek - rozprostowywują się paluszki dłoni...
- gdy pije z lewego cycusia - mizia się po lewym uchu i zawsze po dłuższej chwili ssania daje znać, że muszę go podnieść, bo chce odbić ; z prawym cycusiem tego nie ma, za to gdy się przyssywa to jakby chciał mi go zjeść :D i mleko leje się w nieskończoność więc pije i pije.. :)
- i ten śmiech, gdy bawię się w nim w całowanie go po szyi mówiąc "MójMójMójMój...."
- albo biorę go za rączki i blisko jego ciałka tuląc się - przy okazji "kołcikołcikołci" i się chichra :)
- trenuje swój głos - gdy jest w wanience - ma zanurzone uszy- wydaje różne śmieszne gardłowe odgłosy
- ....i pewnie jeszcze coś dopiszę :)

Nie mogę się odczekać kiedy zacznie raczkować! Kiedy posadzę go w foteliku i zaczniemy przygodę z BLW. Nie mogę się doczekać pierwszych kroczków, całusów, czytania dobranocek... Tyle przed nami!
I nie mogę się doczekać kolejnej ciąży :)


piątek, 7 września 2012

... w biegu m.in. o gryzakach

    Dziś sobie uświadomiłam, że ostatni wpis miał miejsce 3 tygodnie. Niby nie długi okres, ale tyle rzeczy miało miejsce!

   Kuba rośnie... jak na drożdżach :) ok- jak na super mleku ;))) Bodziaki F&F w użyciu: rozmiar 9-12 m-cy! Gondola na styk. Podejrzewam, że późną jesienią już przerzucimy się na spacerówkę :)
Śmieje się cudownie; guga do wszystkich. I ostatnio ślini się i wpycha całe rączki do buzi! Bardzo go swędzą dziąsełka. Aż jest czasami wściekle poirytowany. Wtedy pomaga przytulenie do cycucia, albo po prostu do mamy i tak zasypia mi w ramionach. Nie jest to dla nas łatwe - bo tylko do mnie przytulony chce zasnąć (potem go odkładam na łóżko/do łóżeczka). Ale zawsze jakiś sposób. Dużym plusem jest to,że tulę go i tulę i tulę i wtedy jest tylko mój :D i mogę sobie z czystym sumieniem poczytać! Obecnie skończone: Robert Ludlum "Kryptonim Ikar".
Poza tym zaopatrzyliśmy się w maść Dentinox N i chyba przynosi mu ulgę.
Gryzaczki, jakie dotychczas posiadaliśmy były niestety dla niego za ciężkie i nie spełniały swojej roli.Choć udało mi się znaleźć takie maleństwo firmy Canpol babies:


 Jednak to, co przykuło moja uwagę, jest w tej chwili faworytem Kuby:
                                                                       MAM gryzak

Zamówiłam, dostarczono i co najważniejsze: sprawdza się. A co do MAM - napewno zauważyłyście po prawej stronie nowe bannerki. Dzięki uprzejmości firmy MAM będziemy z Kubą testować ich produkty! I tak kilka dni temu dotarło do nas pudełko:


 Rezultaty - wkrótce :)

A inny bajerancki gryzak Kuba dostał od Babci.Też się sprawdza, tylko jeszcze troszkę tyci za duży. :
                                                                      made by AVENT

Postanowiliśmy też, że przydałoby się nauczyć Potomka picia mleka z butelki... Zbliża się nam wyjazd: całodniowe seminarium+kurs dla mnie... Co prawda dogadałam się z organizatorami, że mogę zabrać dziecko i Męża (jako opiekuna na czas nie karmienia) i nic nie muszę za chłopaków płacić! Miło :) I pomyślałam, że gdy będę pilnie notować, Mąż może Kubę nakarmić.
Więc ja-dzielna Mama spędziłam dobrą godzinkę.. Odciągnęłam mleczka.. Na II dzień do butelki ocieplone.. Pora karmienia: najpierw cycuś coby nie stresować dziecka i nagle delikatnie zamiana na "dostawcę mleka"... Mały się skapnął, że ktoś tu chce nabić go w butelkę ;)  wykręcił buźkę, podkówka, wyginanie plecków - wyraźne NIE! I wracaliśmy do cycusia. Żelazo w płynie z butelki nie jest problemem, ale mleko wyraźnie tak. Co cycuś to cycuś :) W skutek tego nastawiam się, że część kursu spędzę w potomkiem u cycusia :) Będzie napewno zabawnie! A Kuba może się okaże dzieckiem niebutelkowym :)

czwartek, 16 sierpnia 2012

... pierwsze "słowa" :)

   Od jakiegoś czasu powtarzałam do Kuby "agu" i "gu gu". On się uśmiechał, coś tam próbował gaworzyć i  końcu mu się udało! Kilka dni temu zaczęłam mówić do niego coś w rodzaju "łuuu uuu" i leciutko ustawiać mu dziubek jak powinien być ułożony by wyszło o co mi chodzi. Za każdym razem mi się przyglądał, ale nie wiedział jak się zabrać za to. Aż wczoraj pod wieczór, kiedy karmiłam go będąc u dziadka na urodzinach... Nagle odkleił się od cycusia i powiedział "łuuu"!!! W pierwszej chwili myślałam, że się przesłyszałam, ale za chwilę powtórzył to kilka razy!! Nauczył się!! jupi :) Zdolny synek. I tak sobie "łuuułowaliśmy" aż powrócił do cycusia :) Zauważyłam też, że zdarza mu się traktować cycusia jak lizaka - po prostu go oblizuje sobie :) albo otworzy usteczka i czeka jak mu będzie mleko skapywać :)) hahha



środa, 15 sierpnia 2012

...7 rzeczy, których o mnie nie wiecie

    Zostałam nominowana/wyróżniona przez Hafiję, Agę i Mandarynkową Mamę do wyjawienia "7 rzeczy, których o mnie nie wiecie" :)


* muszę mieć wyprasowaną piżamę - choćby to był środek nocy i zdjęłam ją właśnie ze sznurka - wyciągnę żelazko, bo niewyprasowanej nie założę :)
* ubrania w szafie mam powieszone/poukładane kolorystycznie i rodzajami tkanin
* mam bzika na punkcie pościeli - kolor i jakość muszą zachęcać do spania :)
* nigdy nie próbowałam palić papierosów
* uuuuwielbiam torebki!
* z kaw piję tylko Jacobs Gold rozpuszczalną, albo cappuccino/latte
* panicznie boję się dentysty. Idę jak jestem "umierająca". (to co, że jestem protetykiem i "biznesowo" jestem u dentysty 5x w tygodniu :)))

Zapraszam:
Siostrę :)
Wiewi00rę
Miłkę
Agatę
Clatitę
Agnieszkę
Kinię

(pełnej 10tki nie wybrałam... jakoś tak wyszło)

sobota, 11 sierpnia 2012

...weekendowo

   Dziś u mnie leniwie i spokojnie... Mąż w pracy, a my sami z Kubą i moją Mamą u siebie... Fajny taki dzień. On jest spokojny, ładnie śpi, je, grucha sobie. Ja na spokojnie pojechałam po zakupy, zrobiłam obiad, chwilę temu wstawiłam muffinki do piekarnika a po nich wrzucę cienką nazwijmy to zapiekankę z cukinią i pesto. Co do pesto - znalezienie idealnego zajęło mi mnóstwo kupionych i od razu odstawionych słoiczków. Mieszkając w Irlandii uwielbiałam Filippo Berio Classic Pesto. Niestety dystrybutor zaprzestał jego sprzedaży na Polskę i poszukiwałam czegoś  w zastępstwie. I dziś znalazłam:



Kupiłam "Melanzane Zucchine" - Pesto bakłażan i cukinia. Bardzo mi zasmakowało! :)
A przepis na zapiekankę jest tu . Z braku boczku, z racji omijania cebuli, ograniczam się do pesto i cukini :)

   I potrzebuję podpowiedzi: ściągnęłam jakiś czas temu mleko, zamroziłam. Postanowiliśmy z Mężem je ostatnio rozmrozić, podać Małemu i zobaczyć jak zareaguje.... Niestety - nie chciał zassać butelki. :( Jaką polecacie?? Smoczków używamy MAM. Butelka była innej znanej firmy (imitująca sutek itp itd...)
I jak najlepiej ocieplić takie rozmrożone mleko (rozmrażało się w lodówce) - do jakiej temperatury - 37st C?
Tu Kuba i 3 odsłony smoczków MAM :) są extra!




wtorek, 7 sierpnia 2012

...miało być o marudzeniu

   Miałam dziś ciężki dzień. Miałam zamiar opublikować marudny post. Jak to mi źle, jak mnie to wszystko męczy (poza Kubą - ten jest super -śpi ładnie, je grzecznie, uśmiecha się słodko). Jak mi ciężko z pracą, z ogarnięciem domu itp itd...
Ale ochłonęłam. W sumie nie jest tak krytycznie, ba - nawet nie jest źle...
Dzidziuś zdrowy - już dawno wykąpany, słodko śpi... Wszystkie brudne naczynia wrzuciłam do zlewu - blaty są ślicznie puste i ogarnięte, a zlew poczeka na Męża kochanego ;) Górę prania wyniosłam do innego pokoju i już na nią nie patrzę :) Zjadłam obiad o 19.30... przynajmniej kolacja z głowy ;) Jutro czeka mnie dużo pracy - zlecenia dla dentystów... ale to dopiero jutro! A kasa koniec końców przyda się. Dobrze, że praca jest ;)
Dziś jeszcze się wykąpię.. wymaluję pazurki... poczytam parę stron książki... nakarmię, wytulę Maleństwo... Przytulę się do Męża i jutro będzie lepszy dzień :)

   A Kuba... Kuba rośnie. Waży już prawie 6kg! Ciuszki nosi na 3miesięcznego malca.. :) i tak szybko się zmienia.




Jeszcze tydzień temu zachwycałam się jego malutkimi włoskami na nosku! A teraz aham nad długimi rzęsami :) Uśmiecha się, gaworzy pomalutku...
Fajne te macierzyństwo.

sobota, 14 lipca 2012

... prezenty i smoczek

   Dziś zdałam sobie sprawę spoglądając na suwaczek, że Kuba ma już miesiąc i parę dni... MIESIĄC! A dopiero byłam w ciąży! :) Każdego dnia, karmiąc go wieczorem, gdy na niego spoglądam widzę jak szybko płynie czas. Jego buźka zmienia się z dnia na dzień... Nosek jest dłuższy, włoski, ciałko... I coś tam we mnie krzyczy: "Hej!! Nie tak szybko!! Muszę się takim tobą maleńkim nacieszyć!! A ty już rośniesz i rośniesz!" I przychodzi mi wtedy do głowy myśl: Chcę znowu być w ciąży! W tym niesamowitym stanie, gdy czuję pod sercem moje maleństwo.
Oczywiście po cesarce trzeba poczekać...
   Od miłych Gości odwiedzających nas i tych, którzy mieszkają daleko otrzymał Kuba przeróżne rzeczy. Postanowiłam ciuszkom pstryknąć zdjęcia, zanim wpakuję je do pralki. Doszłam już wcześniej do wniosku, że odkładanie jego ubranek głębiej do szafy-tych większych- jest błędem. Ponieważ mój Syn... rośnie jak na drożdżach! OK - jak na Super Mleku :D i ani się obejrzę, a ciuszki już za małe.
Paczka bodziaków-bezrękawników, kilka bodziaków z Lidla, półśpiochy - nigdy nie były założone! Nie spodziewałam się, że Potomek będzie rosłym chłopcem ;)
A oto prezenty:


Cioci Agnieszce, Zuzannie, Ani i Krysi - dziękujemy!! :*

I sprawa smoczka.... Myślałam, że nas ominie. Tzn nie miałam zdania na ten temat. Pomyślałam, że jak Syn będzie chciał, to będzie miał. Zakupiłam profilaktycznie jeden, II dostaliśmy w prezencie... I już od pierwszych dni Kuba nie przejawiał chęci kontaktu z tym wynalazkiem.
...do momentu... aż Mama zdecydowała, że cycusie potrzebują czasami odpoczynku po półtorej godziny ssania, Mamie należy się trochę spokojnego snu, a Syn mógłby czasami sam dłużej pospać.
Rozpoczęliśmy poszukiwanie smoczka, który by zadowolił buźkę dziecka. Przetestowaliśmy:


Potomek dostał w dziubek: Canpol, Lovi, Nuk, Avent... Wszystkie wydawały się za małe! Nie mógł ich zassać, wypadały, a on się strasznie denerwował.
Złapałam się ostatniej deski ratunku: smoczka od Marty - firmy MAM - dla 6cio miesięcznego dziecka


(inny design tylko) - i Kuba zaskoczył!! powoli, powoli ssał coraz dłużej i mu nie wypadał! Co prawda smoczek jest troszkę za duży w stosunku do jego buzi - opiera się o nosek. I dlatego kupiłam dwa inne modele:


MAM Air Printed i MAM Soft. Idealnie oba pasują! Mały sobie ciumka i wszyscy są szczęśliwi :)
Jedyny malutki problem na jaki natrafiłam to: dostępność smoczków. U mnie w mieście - nieosiągalne.
A szkoda...

poniedziałek, 9 lipca 2012

... mleczna codzienność :)

   Kubuś śpi... Na swoim Tacie. Już 3godziny!! :) Ja wyglądam jak gwiazda porno ;) hihihi... ale jest to warte widząc jego zachwyt, gdy ujrzy/poczuje cycusia. Robi przecudownego krokodylka i się jakby uśmiecha! A potem mlaska i pije i pije... Aż muszę mu przerywać bo mu się ulewa. - Właśnie - ulewanie.... okropnie czasami! albo się zakrztusi i zaczyna kaszleć i aż mu oczka łzami zachodzą... albo leje mu się z dziubka, gdy już leży.
I ten zapach mleka... Jak napisała chyba czarownica A - narkotyk ;)
Ale nie sądziłam, że to powiem/napiszę: UWIELBIAM karmić piersią! Na początku to był koszmar! Nie sądziłam, że wytrzymam 2tygodnie. A tu już za chwilę miesiąc. Sutki się zahartowały, nauczyliśmy się przystawiania. I ten widok, gdy on tak słodko tuli się do cycusia :) Przechodzi mnie fala miłości, z drugiego cyca tryska fontanna i ta myśl, że daję mu najważniejszy pokarm w jego życiu!
Co drugi dzień jestem sama w domu - Mąż pracuje 16h co II dzień - i bywa, że spędzamy całe godziny przy sobie... tulimy się, Kubuś ciągnie sobie, patrzy mi w oczy, zasypia mi na brzuchu ( ja nie mam serca go odkładać.. i mi ciepło ;))) Nie wyglądam w te dni rewelacyjnie - w sumie przez te upały chodzę w bieliźnie po domu. Ale jest nam fajnie! Czasami nie otworzę listonoszowi, gary czekają na Kochanego Męża...
Cycusie mają MOC!!! :))
   W tym momencie chcę podziękować Hafijii - za jej cudowny blog! Tyle ważnych informacji, tyle pomocnych wpisów. Dziękuję! :*


   Już całkiem nieźle się rozumiemy. Uczę się spędzać z nim "czas aktywny" - kiedy nie jest głodny, nie chce spać. Śpiewam wtedy z radiem, zagaduję, potulę w pionie, pokazuję dom :) a On pozwala mi zjeść śniadanie, posprzątać. I wyczaiłam coś świetnego: jak produktywnie spędzić czas karmienia i usypiania na mnie? Czytać!!! :D Skończyłam już 4 powieści :) i nawet nie mam wyrzutów sumienia, że przecież można ten czas inaczej spożytkować ;) hihih
   Do Kuby podchodzimy na luzie, tak jak do dorosłego - nie ciumciamy, nie zdrabniamy (ok - pozwalam sobie po cichutku, gdy mamy czas cycusia ;)) Czasami się z niego ponabijamy, pośmiejemy. I pstrykam zdjęcia. Oto co udało mi się uchwycić:





                                                         mój jedyny Johnny Bravo :D


                                                                          
                                                                        ...a ja śpię.. :)

ps. Żeby nie było, że jest tak cukierkowo ;) też mam gorszą chwilę, czuję się wycyckana do kręgosłupa, nad ranem ledwo widzę karmiąc. Ale WARTO! Dla tego malutkiego Cudu - TAK :)

wtorek, 26 czerwca 2012

... jak to było z tym porodem - część II

   Tak - maleństwo w domu to NOWY ZAWÓD! Bycia Mamą, barem mlecznym, piosenkarką, praczką... Ale UWIELBIAM mój nowy zawód :))
Za każdym razem, gdy spoglądam na twarzyczkę Kuby, gdy ssie pierś - tu Kuba nazywany bywa Kleszczem - gdy opije się mleka, jego brzuszek jest ooogromny! - mam ochotę go wycałować, wyściskać, nie oddać nikomu, a uczucia budzące się we mnie są niesamowite! Na pierwszym miejscu jest dla mnie Mąż. Kocham go BARDZO! Kubę też kocham. Jednak przy nim czuję się jak Lwica - gdyby tylko ktoś chciał mi go odebrać, zrobić mu krzywdę - czuję, że byłabym gotowa wydrapać oczy! I jest to tak silne uczucie! Coś całkiem nowego dla mnie :)


   Dziś nasz Syn ma 2tygodnie!! Ma się świetnie - je za trzech ;) Na szczęście bar mleczny daje czadu i produkcja idzie pełną parą :) Gdy nie je- śpi, robi mnóóóóstwo kup!! pokrzyczy czasami, jak się ociągamy z jedzeniem/zmianą pieluszki. I patrzy... Tak... spokojnie, poważnie.
Dużo do niego mówimy. Gdy zmieniamy pieluszkę, gdy przebieramy, gdy jesteśmy blisko, a on nie śpi. I śpiewamy mu "Owcę" Blendersów, "Piosenkę księżycową", kawałki Kukulskiej... a on - jestem PEWNA zaczyna się nieśmiało świadomie uśmiechać! Z otwartymi oczkami :)))

   Ale na początku nie było tak różowo...

Pierwszą noc, po porodzie - przespał spokojnie. Miałam już trochę pokarmu, spał ze mną w łóżku.
Drugiego dnia - już tak od popołudnia wisiał mi przy piersi... i nie chciał skończyć! Co go odkładałam - on w krzyk. Smoczka ignorował - zły, co mu za badziewie wciskam w paszczę ;) Tak mi zeszło do wieczora... przekładałam go z lewej na prawą stronę i spowrotem. Około północy już nie miałam siły. Myślałam, że sutki mi odpadną :( Położne próbowały mi pomagać na różne sposoby.. Lulały, odkładały - wtedy on w krzyk/zawodzenie/płacz - a ja z nim (tak minęła nam godzina). Odgazowywały go, masowały brzuszek... Aż w końcu zaproponowały MM. Bez nacisków - tylko by nam pomóc. Zgodziłam się, ale karmiąc go znowu płakałam jak bóbr - nierozsądnie myśląc co ze mnie za matka, co mam za pokarm, że wogóle się nie nadaję do tego i czy może uciec - znajdą dla niego kogoś lepszego :(((
W końcu się uspokoiłam, dostawiłam Kubę do piersi, zagryzłam zęby i tak karmiłam go do 6rano.. Po 6 usnął!!!
Trzeci dzień minął spokojnie - jadł (długo) i spał.... Niestety w nocy była powtórka z rozrywki. Po 2 nad ranem poszłam do położnych i poprosiłam o MM.
Mały był po prostu głodny! A ja nie miałam jeszcze wystarczająco pokarmu. On się najadł, ja popłakałam i do poranka już było spokojnie.
Czwartego dnia wypisano nas ze szpitala. Bardzo się cieszyliśmy wszyscy, ale jednocześnie miałam mnóstwo obaw - teraz byliśmy już skazani na siebie, bez pomocnego sztabu opieki medycznej...
   Pierwsze dni stresowaliśmy się z Mężem - ja bardzo. Miałam jeszcze mało pokarmu, nie rozumieliśmy jego krzyków. Z dwa razy czując się bezsilni, a ja wycyckana ;) daliśmy mu MM. Bałam się bardzo, że potem odrzuci moją pierś i nie będzie chciał ssać. Na szczęście się to nie stało.

   I w końcu wzięliśmy się w garść! Tzn. ja ;) Pobuszowałam w Internecie, doczytałam, dopytałam i zaparłam się, że będę produkować mleko i już. Obsmaruję sutki czym się da i będę karmić.
I radzimy sobie! :)))) Pozycja do karmienia "na kangura" - przepis na blogu Hafiji - zdziałał cuda! Sutki mniej bolą, a przy okazji jest to nasze rozwiązanie na paskudne ulewanie/zachłystywanie/nie odbekiwanie naszego Maleństwa. Oczywiście wchodzi tu też kwestia przystawiania - jak przyssie się super, to karmienie jest super budującym uczuciem, a mleko tryska fontanną :)) (co ten mózg potrafi zrobić - prawda?) Czasami nadal podkurczam palce z bólu, gdy źle zaciągnie...
Już wiemy, że "yfff, yff" to znaczy, że jest głodny :) Rusza dziubkiem jak mały dinozaur ;)
I jak nagle zacznie krzyczeć bez powodu - idzie/jest kupa! Mały jasno daje nam znać, że kupa w pieluszce nie jest mile widziana i oczekuje natychmiastowej zmiany ;) czasami zmienię pieluszkę, zamknę pokład i słyszę nową "dostawę" ;) otwieram ponownie, wycieram, przewijam i zamykam :) a dzieć szczęśliwy :)

  W tych 2 tygodniach życia Kuby najbardziej niesamowitą osobą dla mnie był i nadal jest mój Mąż!
Począwszy od I dnia z oksytocyną, po każdą chwilę, gdy dzwoni z pracy pytając jak się mamy...
Był przy mnie cały czas! Gdy bolały plecy, masował. Przynosił wodę, tulił, podpierał na duchu.
II dnia z oksytocyną, gdy padło wstępne hasło "cesarka" czytał mi na głos rozdziały "W oczekiwaniu na dziecko" czego ewentualnie mogę się spodziewać podczas krojenia. Zadawał mnóstwoooo pytań lekarzom, położnym, pielęgniarkom. Chodził ze mną i kroplówką na spacery ;) pomagał przy prysznicach.
Mówił jaka to jestem wspaniała, dzielna itp itd...
Gdy wróciliśmy do domu - sprząta, zmywa, jeździ po zakupy, sam kąpie Małego :) w nocy wstaje i podaje mi go do karmienia, buja, przewija, ubiera... Jest niesamowity!
I mimo, że jestem niewyspana, że nie przejawiam większych chęci na tulenie (szczególnie, kiedy mam pękate, naładowane, bolące piersi) itd - cały czas jest mi ogromną podporą, mówi mi same miłe rzeczy i bardzo o nas dba :)))))




niedziela, 17 czerwca 2012

... jak to było z tym porodem - część I

   W poniedziałek, chwilę po 7 stawiliśmy się z mężem na Izbie Przyjęć. Po śniadanku, z dowcipem, na luzie... Zostałam skierowana na badanie na oddział ginekologiczny. Sympatyczny ginekolog zbadał mnie, powiedział, że nic się nie zapowiada na poród, ale że skoro po terminie - zapraszają na porodówkę na oksytocynę.
Ubrana w koszulkę, zaaplikowano mi lewatywę, godzinne KTG i podłączono pod kroplówkę... Było chwilę po 9 rano. Męża odesłałam do domu, aby się nie nudził. Do pory obiadowej spacerowałam ruszałam bioderkami, skakałam na piłce, KTG co jakiś czas... i nic. Minął obiad- mnie też ominął.. Moje myśli zamiast wkoło dziecka krążyły w okolicach "co bym tu zjadała...." :)
Do godziny 18 ledwo namierzalne skurcze i ZERO rozwarcia. Doszli do wniosku, że mnie odłączą, przyniosą zaległy obiad i kolację i po dniu przerwy wrócimy do kroplówki.
W ciągu dnia było całkiem zabawnie - przychodziły położne/pielęgniarki (niektóre znajome) i pytały się "I co? Nic???", "No dalej młodzi, ruszcie się" (mąż do mnie zaglądał), "Dalej nic??"
Więc wykąpałam się, położyłam do łóżka, poczytałam i usnęłam...

   Tuż przed 3 obudziło mnie coś mokrego! Oho- poszły wody!! :) Aby nie popadać w przedwczesną radość leżałam sobie jeszcze z 1,5 i liczyłam jakieś-tam delikatne skurcze... Około piątej przeszłam się do położnej pełniącej nocny dyżur, że chyba coś się dzieje! Uradowana (znajoma) przetransportowała mnie na śliczną porodówkę, podłączyła KTG, włączyła radio i leżałam sobie.. Ale skurcze jakieś tam były, a rozwarcia brak! Poranny obchód, ordynator obejrzał, obmacał, zarządził kroplówkę i leżałam dalej... Chyba od 8 był już ze mną Mąż. I powtórka z dnia poprzedniego: spacerki po sali, wyginanie bioderkami (Mąż mnie nagrywał, jak się wygłupiałam jak bym była w fitness clubie, albo tańczyła rock'n'roll'a :))), bujanie na piłce. Skurcze się nasilały i zanikały i tak w kółko.. Po 9 dano mi wstępną informację, że jak przez 2h nic się nie zmieni to zaczynamy akcję "cięcie cesarskie". Wody odeszły i mogło się zacząć robić niebezpiecznie...
   W sumie po tej informacji się ucieszyłam. Wiedząc już, że "Plan" to słowo, którego w temacie ciąża-poród nie ma, chciałam po prostu mieć już dziecko przy sobie. Z racji, że przed nami było parę godzin czekania - Mąż czytał na głos część książki "W oczekiwaniu na dziecko" H.Murkoff (moja biblia!!) wszystko o cesarce - bo o tym nie czytałam (... bo Mój PLAN jej nie przewidywał hihiih).
Dalej przychodziły położne/pielęgniarki, dalej dowcipkowaliśmy, że Potomek opornym dzieckiem jest :) Znowu byłam głodna!!! Ale się nade mną zlitowano i pozwolono wypić malutką kawę!-jeju...jaka pyszna była...
I po ponad 3h... przyszedł sympatyczny ginekolog z poniedziałku, przemacał i powiedział:
"-Nie, Pani nie urodzi. Nie ma szans. Brak rozwarcia, jest już prawie 12godzin od przerwania wód płodowych, zaczyna się robić niebezpiecznie groźnie. Proponuję cięcie cesarskie.
(ja radośnie)-Tak! Oczywiście, jak najbardziej jestem za!"
Zrobiło się nagle trochę więcej ruchu! Wezwano anestezjologa, pozwolono wziąść jeszcze prysznic, zagadnęłam do "głównodowodzącego" czy ładnie mnie zszyje- odpowiedział, że tak i czy pasuje mi krzyżykami ;)
Potem już poszło całkiem szybko: wenflony, cewnik, krótka koszulka, buzi do Męża, i spacer na salę chirurgiczną. Zastrzyk w plecy (najbardziej się tego bałam, ale ktoś mnie objął i przytrzymał i nawet nie bolało!!), położono mnie, podpięto tu i tam. Zadawano różne pytania, zagadywano, dowcipkowano, poczułam się w którymś momencie całkiem bezwładna, jakieś szarpnięcia, pociągnięcia i
... usłyszałam płacz mojego Maleństwa! :))))))))))))))))))))))))))) po chwili przytulili mi go do policzka i poszli do sali badań noworodków, gdzie czekał już Mąż.
Łzy ciekły mi z emocji ciurkiem cały zabieg, po zobaczeniu Maleństwa jeszcze bardziej. Personel był szalenie pozytywny. Byli zaskoczeni, gdy po wyjściu małego zaczęło mi spadać ciśnienie - uspokoiłam, że opadają emocje i ja się uspokajam :)
Potem przewieziono mnie do pokoju, przyszedł Mąż i przywieziono Kubusia.
Potem mam troszkę lukę w pamięci - napewno jakieś łzy, przytulanie...

I tak urodził się nasz Synek!:)))

Kolejne posty będą o Mężu i punkcie widzenia i wiedzy o porodzie.

-a teraz pędzę, bo budzi się Nasz Aniołek


... nasz Synek!

   Pragnę podzielić się z Wami wielką radością: dnia 12 czerwca 2012r. przyszedł na świat nasz synek - Jakub! Urodził się o godz.13.45, ważył 4030g, mierzył 53cm i dostał 10 w Skali Apgar.


Śpi, robi w pieluszkę, je... śpi, robi w pieluszkę, je... Nie możemy się na niego napatrzeć! I jesteśmy przeszczęśliwi :) Postaram się jeszcze dziś dodać post z "działań na porodówce i w szpitalu".

czwartek, 7 czerwca 2012

... jest PLAN! :)

  Nie, nie... Nie urodziłam jeszcze ;) Aleee... jest PLAN działania! Jupiii...

W środę odwiedziłam mojego ginekologa... Popatrzył, pomacał, wypytał i zdecydowanie powiedział, że Potomek na świat się nie pcha... Ja w lekki chichot - że jeszcze troszkę i jak słoń będę w ciąży 22miesiące... Chyba było widać mimo wszystko po mnie stresik, więc zdecydował, że jak nie urodzę, to widzimy się w piątek na KTG i USG. Obejrzymy sobie dziecko, posłuchamy... A jak przez weekend nie urodzę, to wypisał mi "zaproszenie" do szpitala na poniedziałek i wywabimy Maleństwo na świat!
Zdaję sobie sprawę, że to nie będzie tak hop-siup... Że kroplówka może opornie działać, że czas będzie się dłużył i po drodze jeszcze mnóstwo innych rzeczy. Ale jest dla mnie Plan! Wiem na czym stoję, ile mam dni i co mogę jeszcze zrobić/zaplanować... Oczywiście może się poród przyspieszyć, ale na pewno nie urodzę po poniedziałku! Uuuuwielbiam mieć Plan :)

Wczoraj spędziliśmy kolejny błogi poranek z Mężem i popołudnie w gronie rodzinnym... Kontynuuję jedzenie różnych pyszności ;)

A dziś odwiedzę szpital, poprasuję góóórę prania, zetrę kurze, zrobię zakupy, ogarnę się z papierami i będę cieszyć się na poniedziałek. Niesamowite jest to, że gdy lekarz ustalił co i jak momentalnie się rozluźniłam! Całe napięcie związane z niewiadomą uszło, zrobiło mi się raźniej.




środa, 6 czerwca 2012

... i nic ...

  (post wczorajszy)

  /Tak właśnie sobie zdałam sprawę, ale ostatnio się rozpisuję! hihi... może nic wartościowego, ale zauważyłam, że bardzo mi pasuje codzienne skrobnięcie tu czegoś. Miałam prowadzić notatnik o Potomku - aby potem dostał na 18-ste urodziny, ale sądzę, że skończy się wpisami tutaj - i też fajnie :) /

I tak - nadal nic. Już nawet zamotałam się jak suwaczek odlicza, że jestem w sumie dzień do przodu (albo 2..?) Hormony szaleją... Miałam jeden z tych dni, że nawet krzywo ułożone książki mi działały na nerwy.... BARDZO rzadko mam takie dni. W czasie ciąży może z 3razy... Ale jest to męczący dzień dla otoczenia (Mąż, jeżeli jest akurat w domu) i dla mnie też, bo się nie poznaję. Spożytkowałam agresora na sprzątaniu kuchni - szafki lśnią bielą :D i upiekłam placek! W orginalnym przepisie były maliny, a u mnie są truskawki. Ciasto mroziłam godzinkę - po kilku(jak w przepisie) nie mam siły go zetrzeć.

A oto przepis (powtarzam za Dorotą ) z moimi małymi modyfikacjami:

KRUCHE CIASTO tu Z TRUSKAWKAMI I BUDYNIOWĄ PIANKĄ

  • 2,5 szklanki mąki pszennej tortowej
  • 250 g masła lub margaryny, zimnego
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 5 żółtek

Masło pokroić w kostkę, szybko zagnieść z pozostałymi składnikami ciasta (można również składniki zmiksować w malakserze). Jeśli ciasto będzie zbyt sypkie, dodać 1 - 2 łyżki wody. Podzielić na 2 części - około 60% i 40%, każdą zawinąć w folię spożywczą, zamrozić na godzinę. Gdy wyciągamy I część ciasta z zamrażarki, II przekładam od razu do lodówki.
Blachę o wymiarach ok.33 x 20 cm wysmarować masłem, wyłożyć papierem do pieczenia. Na spód zetrzeć na tarce większą część ciasta (60%), lekko przyklepać dłonią i wyrównać. Podpiec na złoty kolor w temperaturze 190ºC przez około 20 minut. Odstawić do całkowitego wystudzenia.
Delikatna budyniowa pianka:
  • 5 białek
  • 1 szklanka drobnego cukru do wypieków
  • 1 opakowanie cukru wanilinowego (16 g)*
  • 2 opakowania budyniu waniliowego lub śmietankowego, bez cukru (2 x 40 g)
  • 1/2 szklanki oleju słonecznikowego
Ponadto:
  • truskawki
  • cukier puder do oprószenia

Kiedy podpieczony spód jest wystudzony, zacząć ubijać białka. Po ubiciu na sztywno, powoli wsypywać drobny cukier i cukier wanilinowy, cały czas ubijając na najwyższych obrotach. Następnie powoli wsypywać proszek budyniowy, cały czas miksując, by dobrze się rozpuścił. Strużką wlewać olej, miksując do połączenia.
Na podpieczony, zimny spód ciasta wyłożyć ubitą pianę. Wyrównać i układać gęsto owoce (otworkami do góry). Truskawki łopatką lekko wepchnąć w pianę. Na wierzch zetrzeć resztę zamrożonego ciasta (40%).
Piec w temperaturze 190ºC przez około 30 - 40 minut. Wyjąć, przestudzić, oprószyć cukrem pudrem.


poniedziałek, 4 czerwca 2012

... 1 dzień...

   I Potomkowi nadal się nie spieszy... ;) co jakiś czas telefon od męża: "I jak? Rodzimy..? - Nieee..." :D
Wczoraj jeszcze zrobiłam "Sałatkę Dalmatyńską"- jeżeli mogę jeszcze różnorodnie pojeść ;) nie wiem skąd się wzięła nazwa... Mając 12 lat byłam na wycieczce i w jakimś sklepie garmażeryjnym kupiłyśmy na próbę. Spisałyśmy składniki i tak, gdy zaczynają się nowalijki - gości na naszym stole. Polecam!

sałata
1/2 kapusty
z 2 pęczki rzodkiewek
z 6 jajek ugotowanych na twardo
1,5 szt szynki konserwowej lub z indyka (jak takie duuże kawałki to z 10szt minimum lekko tyci grubsze plasterki, albo cała szynka w opakowaniu
2 ogórki długie
majonez 1:1 z kwaśną śmietaną +pieprz i sól

Sałatę pokroić, kapustę poszatkować. Tak by się przyjemnie nabierało na widelec (nie za duże kawałki :) Rzodkiewki i ogórki zetrzeć na dużych oczkach. Jajka w kostkę. Szynka w kostkę. Dodać majonez ze śmietaną i voila. Najlepsza jak trochę odstoi sobie :)




Dziś pojechałam spokojnie na zakupy - w Rossmannie promocja na pampersy - więc kupiłam paczkę na zapas.. Jakieś tam drobiazgi... I na targu: TRUSKAWKI!!! Mmmmm... jem póki mogę :D na wszystkie możliwe sposoby: w całości, zmiksowane, z lodami... A jutro upiekę z nimi placek! i wrzucę przepis :)