niedziela, 17 marca 2013

...Mamowa Blogowa Wymianka Zającowa i zapalenie oskrzeli

... Tak, tak!! I my bierzemy udział w Wymiance Zającowej vol.2 u Agnieszki ! Trochę późno się tym chwalę, ale cieszę BARDZO!! :) Taki dreszczyk emocji, radość, że można kogoś obdarować :)


A poza tym jesteśmy chorzy :( Mąż już kończy, Kuba w zeszłym tygodniu zaczął przeziębieniem, które niestety przeszło w zapalenie oskrzeli i dopadło i mnie! :( Tu pragnę zaznaczyć, że wspaniale się nami opiekują Mąż i Mama :) Ja podaję syropki Kubie, Mąż inhalacje, oklepywanie, smarowanie, a Mama miesza mi syropy z miodem i dożywia nas :)

Syn... poza tym Syn raczkuje w systemie TURBO! po całym naszym piętrze! Wie kto mama, tata, baba - i nawie poszczególną osobę :) Powie na kota: cici. Zrobi bam bam otwartą i zwiniętą w pięść dłonią. Po fakcie: papa :) i... wstaje sam do pionu i balansuje! upada na rączki/dupkę i od nowa!! A cieszy się przy tym super :) i je... uwielbia jeść i wszystko próbować by chciał! A zupy to jego faworyt :)

I my też już chcemy WIOSNĘ....

sobota, 16 lutego 2013

... 7 minut z dnia Kuby

   Pomału nabieram weny na pisanie... a póki co - Kuba:


Od tygodnia podłogi są jego :) I sam wstanie mając czego się chwycić... Jak szybko rośnie!!!

sobota, 15 grudnia 2012

... mózg i cycusie

    O tym, że produkcja mleka zaczyna się w głowie dowiedziałam się w pierwszych dwóch tygodniach życia Kuby. I to z Internetu! Od Hafiji, od innych mam blogujących. Nasz pierwszy tydzień w domu po narodzinach to był dla mnie swego rodzaju intensywny kurs karmienia - teoria i praktyka. Bo przed porodem nawet teorii nie miałam - ok, wiedziałam, że dziecko pije z piersi, że I mleko to siara, i w sumie tyle.
Nie wiedziałam, że tak bardzo mogą popękać brodawki; że Dzidziek będzie najchętniej ssał 24h na dobę.
W książkach tego nie napisali... A poradni laktacyjnej u mnie w mieście nie ma. (dzięki Bogu za fajne położne i pielęgniarki, które nie podsuwały MM)

Z czasem było u nas coraz lepiej (jak wiecie z wcześniejszych postów), ale cały czas się dokształcam! :)
Obserwuję Kubę, siebie, nasze dni... I co chwilę odkrywam coś nowego!! Jak np. w tym tygodniu.

Ale od początku... :)
Od poniedziałku wprowadziliśmy Kubie kaszę z glutenem na śniadanko, potem jabłko-deserek i obiad-warzywko. Bardzo chcieliśmy by jadł metodą BLW.
Poniedziałek był na luzie. Kaszka-kilka łyżeczek, ziemniak sobie miażdżył rączkami; mała grudka, która dostała się do buzi została wypluta (już wiem, że ziemniak nie jest lubiany)
Wtorek - kaszki więcej zjadł, jabłko (starłam) też parę łyżeczek; ziemniaka przespał :) Cycusie produkowały mleko jak szalone!!
Środa - kaszka ok; jabłko ok; a ziemniak.... ziemniak z masełkiem, ale zmiażdżyłam na papkę i wsadzałam w dziubek.
Tak samo w czwartek, z tym, że doszła marchewka... I zauważyłam coś dziwnego: cycusie zwolniły - w sumie już w środę wieczorem!! W czwartek słabo "się ładowały" - mimo, że normalnie jadłam, przyjmowałam dużo płynów.
W piątek od rana już się zestresowałam co jest grane??!! W sumie Kuba bardziej się stresował, bo nie leciało strumieniem jak lubi, tylko musiał nieźle ciągnąć.

I usiadłam pod wieczór. I zaczęłam myśleć i analizować tydzień. I ODKRYŁAM przyczynę "słabego ładowania"!!!! : STRES! Mój stres, moje myśli dotyczące tego, że Kuba się nie najada. Że jest głodny, że za mało je stałych, świeżo co wprowadzonych pokarmów!
I od razu kontynuacja w mojej głowie: "Kobieto; opanuj się!! ;) wszystko jest ok!" Przecież dziecko na początku tylko smakuje pożywienia stałego. Karmienie piersią jest cały czas podstawą jego żywienia i mu wystarcza. Nie wpychaj w niego zmiażdżonego jedzenia, tylko Mu zaufaj! :)))) Ma czas!

Więc dziś wzięłam na luz. I zaufałam.
Dziś rano jak zwykle kaszka. Jabłuszko przespał Potomek. A potem ugotowałam marchewkę. W sumie 2 duuże; na parze. Pokroiłam w słupki - takie do rączki. Posadziłam Kubę w krzesełku, zawinęłam w śliniak i położyłam przed nim kilka marchewek.... Spojrzał na mnie: "A co mam niby z tym robić??"
Wzięłam jedną do ręki i przesadnie nią manewrując zaczęłam jeść i mlaskać ;)))
Zobaczyłam w jego oczkach TEN błysk! "Aaaa... To tak się tym bawimy..."... i chwycił marchewkę i wsadził do buzi!!! Odłamał sobie kawałek - za duży! I już, już miałam interweniować, ratować, ale się wstrzymałam.
Oczka się załzawiły, zakrztusił się lekko i sprawnie cały kawałek wypluł!!  Już myślałam, że się zniechęci, a On wziął kolejny kawałek i już mniejszy sobie umlaskał!! :) i połknął :DDDDDDDDDDD
VICTORY! :))))
Potem jeszcze parę mniejszych kawałeczków dotarło do dziubka. Co prawda większość wylądowała na podłodze lub była wyciskana spomiędzy paluszków. To co :))))
Ale ta radość!! Ta niezależność jaką się dało wyczuć!! Był zachwycony :)))) Karmienie łyżeczką było troszkę walką o to by dotarła ona z jedzeniem do buzi, a Kuba ją próbował przechwycić. Tu miał wolną rękę. Zero wtrącania się, zagadywania, przepychania.
Cycusie ponownie zaczęły porządną produkcję mleka - Mama się rozluźniła, uradowała :)

Tyle wystarczyło - zluzować. Nie martwić się, nie kreować problemu, nie stresować się.
Zaufać sobie i dziecku.
Ciało kobiety jest niesamowite! Samo wie jak przekazać potrzebę. Czy brakuje jakiś witamin, czy coś nas męczy.
Z tym, że mój mózg potrafi dać mi sygnał, że coś jest "nie halo" z moim ciałem, ze mną - wiedziałam już wcześniej. Ale jego współpraca z cycusiami jest fenomenem dla mnie :)

Mamy: ufajcie sobie. Ja się uczę tego każdego dnia. Każdego dnia sobie o tym przypominam :) teraz też wiem, że jeszcze muszę pamiętać by ufać swojemu Dziecku :)



środa, 12 grudnia 2012

... nasz Synek ma 6 miesięcy!!

   W biegu... pomiędzy kolejnymi partiami pierniczków, a ostatnimi zamówieniami na prezenty... Nasz Synek skończył 6 miesięcy! Jak rośnie nam Potomek!


A Kuba:
- waży dobre ponad 8kg :)))) ( a mówi się, że na mleku Mamy dziecko słabo przypiera :P )
- mierzy ok 80cm
- sam siedzi już całkiem nieźle
- ale woli stać
- przy czym Mama :)))) ah ah :))) nauczyła go, że wyciąga dłonie, a Dzidziek wie, że ma je złapać, by się podnieść :)))
- wydaje dźwięki niczym dinozaur i diva operowa
- rozumie, że słowa "amam, cycusie" to zapowiedź jedzonka :)
- jak dzieje się "krzywda" woła "mamamammamama" <3
- urządza sobie "rozmowy do cycusia" - przerywa ssanie i ... mówi ...coś? :))
- w poniedziałek wkroczyliśmy w świat kaszek - Kuba lubi; a ja lubię jak on tą kaszką pachnie!
- ziemniak jest ble
- dziś (środa) było jabłko - smakuje

piątek, 7 grudnia 2012

...DIY nie do końca świączenie...

   .... ale napewno zimowo :)

Dziś nas trochę zasypało - śnieg padał całą ubiegłą noc... Kuba jest zaskoczony widokami za oknem :) I tak niesamowicie się go ostatnio ogląda! Rośnie nam dziecko tak szybko!! Całkiem nieźle już sam siedzi podtrzymywany prosto stoi... Uśmiecha się do wszystkich :)


  I postanowiłam, mimo paskudnych warunków na drogach, wyskoczyć do miasta, kiedy Potomek spał :) Od dawna marzył mi się karmnik dla ptaszków. Kupiłam i jutro będzie już wisiał przy kuchennym oknie.
Dokupiłam ziarna i słoninki. Oprócz tego chciałam Wam pokazać, jak jeszcze można uradować ptaki:

Zimowe DIY na dziś to Karma tłuszczowa dla ptaków . Potrzebne będzie:
- ziarna
- smalec
- sznurek
- foremki
- garnuszek do topienia smalcu, 2 szklanki by uwiesić sznurek, wykałaczka
W garnku na wolnym ogniu topimy smalec. Widoczna na zdjęciu kostka wystarczy na 8 "babeczek ziarenkowych". W międzyczasie ustawiamy jakieś 2 szklanki i opieramy na nich patyczek, na którym zawieszamy sznurek, tak, by pętelką dotykał dna foremki (zdj.2)
Wsypujemy ziarenka i wlewamy roztopiony, nie gorący smalec. Warto zamieszać delikatnie ziarenka, by ładnie się połączyło. Jeżeli sznurek się przekrzywi - nie ma to większego znaczenia; gdy smalec zaczyna gęstnieć, można go wyrównać.



Tak zapełniamy wszystkie foremki i odstawiamy w chłodne miejsce. Gdy smalec jest już twardy, delikatnie uwalniamy z foremek.


Dobrze trzymać karmę w lodówce, by nie straciła kształtu.
*przepraszam za jakość zdjęć... niestety sztuczne światło... :(

Jutro pokażę zdjęcia z zawieszonym karmnikiem i "babeczkami". Poza tym polecam do poczytania:





środa, 5 grudnia 2012

... dekoracje świąteczne cz.2

   Dziś spadł u nas pierwszy śnieg!! Stałam z Kubą w oknie i mu opowiadałam co i jak... patrzył na tą biel z otwartymi ustkami :) Słodziak ;)

   Świąteczne DIY na dziś to Hiacynty w dekoracyjnym naczyniu. Potrzebne będzie:
- naczynie -u mnie bulionówka z PEPCO
- hiacynty - białe z Lidla
- ziemia
- ozdobna wstążka, słomiana gwiazdka
Nie będę wdawała się w szczegółowe opisy ;) Delikatnie przesadzamy hiacynty do naczynia, zawiązujemy wkoło wstążeczkę, doczepiamy gwiazdkę i voila :)
Mam nadzieję, że zakwitną do Świąt.





wtorek, 4 grudnia 2012

...Nasze chwile przyjemności :

   Hafija na swoim blogu napisała pięknu post "Nasze chwile przyjemności... A Wasze?", a potem zapytała się jakie są innych blogowiczek ich chwile sprawiające radość. Też dodałam swój komentarz. A potem pomyślałam: "Przecież i tu może być mój opis. Bym tu go miała dla siebie" :)

"... Zbliża się północ. Siedzę przy biurku w pracowni i ustawiam ostatnie ząbki w wosku dla jutrzejszego pacjenta. W radiu leci jakiś optymistyczny kawałek; wystukuję nogą rytm :) Przez elektroniczną nianię słyszę pierwsze szmery dochodzące z sypialni... Kuba przewraca się w łóżeczku. Aha... za chwilę będzie się wybudzał na pierwsze nocne karmienie. Uśmiecham się do siebie; napewno śpi na boku z przykrytą głową i odkrytym ciałkiem...to słodkie udko wystawił bokiem - takie do schrupania. Skarpety zwisają pomiędzy szczebelkami...Czuję mrowienie i wiem, że te wszystkie ciepłe myśli kumulują się w cycusiach.
Głośniejsze szumy - ok, czas się podnosić. Dom uśpiony... Koty drzemią w kuchni... Po drodze na piętro zdejmuję bluzkę.
Mąż smacznie śpi :) zapalam malutką lampkę w kształcie księżyca; Kuba trze oczka... biorę go na ręce, otulam ramionami, siadam na łóżku wygodnie się opierając. ooo.. już szuka cycusia dziubkiem :)
I wtula się... I mlaska... jedną rączką obejmuje mnie pod pachą, drugą kładzie na cycusiu. Otulam go kocykiem, on poprawia sobie ułożenie główki i pomrukuje.. I tak siedzimy sobie...
Za oknem ciemna noc. Wokół nas cisza. Jestem tylko ja i mój Syn. Głaszczę go po główce, po twarzy, dotykam ciepłych stópek. W moich myślach: "Jak on to robi, że śpiąc w samym bodziaku jest taki cieplutki??! :)", "oho...udrapnął się w uszko...". "jaki malutki pieprzyk na ramionku! Nie było go tam... :)"...
Zwalnia picie mleczka... Najadł się. Ostatnie pociągnięcia. Pomruki. Z mlaśnięciem puszcza brodawkę słodko wydymając usteczka... Że też moje oczy nie mogą zrobić teraz zdjęcia! Ale za to jest to tylko moje. Nasze...
Ostrożnie wstaję, chwilę go jeszcze tulę, całuję i odkładam do łóżeczka. Przykrywam kocykiem, ale on jednym ruchem wystawia stópki jednocześnie zaciągając kocyk wyżej. Rozrzuca nóżki, ostatnie mlaśnięcie i śpi słodkim snem.

Każdy moment dnia jest z Kubą wspaniały. Ale najbardziej lubię właśnie noce. Bo to są tylko Nasze chwile :)"