Wczoraj wieczorem napisałam, jak to lepiej z Kubą... Że tylko gile, kaszelek.. mhmmm...
Dziś o 2 w nocy - gorączka 40stopni :( czopek, schładzanie i noszenie do 4.... Króciutki sen na tatusiu i znowu pobudka do po 6... Znowu gorączka, znowu czopek, przytulenie do mnie i pospaliśmy do 10!
Niestety śniadanko pozostało nie tknięte :( tyci skubnął jajecznicy, popatrzył na kiełbaski, chlebek... Za to dużo pije wody - ufff...
I około 13 zaczął się robić przytulaśny... Położyliśmy się, przeczytałam 10razy książeczkę o owieczce i usnął. I temperatura znowu podskoczyła do 39!! :(
Podałam kolejny czopek - bo co innego??? by szybko zadziałało... i patrzę. i głaszczę. i tulę... i mierzę temperaturę.
Spada bardzo powoli...
Mój mały dzielny wojownik....
środa, 4 grudnia 2013
wtorek, 3 grudnia 2013
... zęby, idą zęby!
W poprzednią środę pierwszy raz tak naprawdę wystraszyłam się o zdrowie Kuby.
Oczywiście przy okazjonalnych chorobach, zakrztuszeniach, zadławieniach i upadkach moje serce zamierało, ale to było coś całkiem innego.
Zaczęło się w środę wieczorem. Gluty.... przejrzyste, do brody, ciekły i ciekły... Nic no - syrop Clemastinum Hasco, Frida, czopek przeciwbólowo i do spania. Obudził się biedny Kuba chyba po 22 i już nie mógł usnąć. Bo... nos kompletnie zapchany! I nie chciał połykać śliny! Usteczka cały czas otwarte, ślina kapie, wody nie chce, jeść też nie. Tylko tulić i pocieszać. Zaznaczam, że w nocy potrafi opróżnić 250ml butli wody. Tak przenosiliśmy go z Mężem do 2rano. Usnął z nami w łóżku, po kolejnym czopku.
Obudził się równie zabiedzony :( Na śniadanie się rozpłakał; wody nie tknął, pieluszka suchawa...
Ewidentnie szły zęby. Ale zmartwiona jego stanem, burczeniem w brzuszku, umówiłam nas do pediatry...
I to był ostatni raz, jak ją odwiedziliśmy. W przychodni czekaliśmy godzinę. Kuba pochlipiwał, tulił się do nas. Wyglądał jak sto nieszczęść :(
Pani pediatra osłuchała go, obejrzała. Zawyrokowała: "Nooo... idą zęby. Ale to wygląda na jakąś infekcję jamy ustnej. Tylko dziwne, że gardło zdrowe i nie ma gorączki. Dziwne... w sumie to nie wiem co mu może być." - to ja mam wiedzieć??? Tak - Matka ma wiedzieć.
Przepisała Hascovir - dla dorosłych i NIE odwodnionych, Vagothyl do smarowania - pooperacyjnie, zasusza rany, wypala, nie wolno połykać - jak tym wysmarować w buzi cierpiącemu dziecku? Poza tym Tantum Verde w spray'u, i na moje życzenie czopki i Clemastinum. I awaryjnie skierowanie do szpitala.....
Hascovira i Vagothylu nie podałam.
Tuliłam, nosiłam, pokruszyłam mięciutki placek - skusił się na kilka kruszynek...
I tak po 17, gdy Mąż wrócił z pracy wpadliśmy na pomysł: Kuba zawsze opija się wody w wannie... Piana mu nie przeszkadza.... w sumie... napuściliśmy mu wody do wanny, daliśmy jak zwykle kubeczki do zabawy. A on... Kubeczek pełen wody przystawił do ust i napił się!!! Jaka ulga wyszła na jego buzi :) pił i wzdychał z radości gasząc pragnienie :))) naprawdę nie przejmowałam się, że to kranówa. Płyn do kąpieli i woda w basenie też nie źródlane i tyłka jak dotąd mu nie urwało ;)
Cieszyłam się niesamowicie, że wreszcie coś wypił - w sumie duży kubek tego wyszło- z 300ml!!
Humor mu się poprawił... po kąpieli już spokojniej jadł mięciutki placek. Tak już było do końca dnia. Okruszki placka, tyci wody z butelki, II kąpiel, okruszki i do spania.
A potem już było lepiej i lepiej.
Po dwóch dniach na śniadanie zjadł 4!! kiełbaski z kurczaka, na II śniadanko kawałek placka, obiad-zupa z dokładką, miękki owoc i na kolację 3 kanapki :)))
Dziś - po tygodniu, od tego wydarzenia , waży i wygląda jak mój synek :) Ma jeszcze katarek, ale daje sobie odciągać. Biega, je, cieszy się. Zęby się wybiły.... Strach, że dziecko się odwodni i trafimy do szpitala odszedł w niepamięć.
Irytuje mnie tylko dlaczego zatrudniane są na takie odpowiedzialne stanowiska - jak pediatra - osoby nie znające się na swoim fachu. To nie pierwszy raz, gdy diagnoza była błędna, naciągana; przepisane nietrafione lekarstwa. W poczekalni było do tej pani tylko 5ciu pacjentów; do pediatry obok - 25ciu!
Nic no - czuję się SUPER MAMĄ :)
Oczywiście przy okazjonalnych chorobach, zakrztuszeniach, zadławieniach i upadkach moje serce zamierało, ale to było coś całkiem innego.
Zaczęło się w środę wieczorem. Gluty.... przejrzyste, do brody, ciekły i ciekły... Nic no - syrop Clemastinum Hasco, Frida, czopek przeciwbólowo i do spania. Obudził się biedny Kuba chyba po 22 i już nie mógł usnąć. Bo... nos kompletnie zapchany! I nie chciał połykać śliny! Usteczka cały czas otwarte, ślina kapie, wody nie chce, jeść też nie. Tylko tulić i pocieszać. Zaznaczam, że w nocy potrafi opróżnić 250ml butli wody. Tak przenosiliśmy go z Mężem do 2rano. Usnął z nami w łóżku, po kolejnym czopku.
Obudził się równie zabiedzony :( Na śniadanie się rozpłakał; wody nie tknął, pieluszka suchawa...
Ewidentnie szły zęby. Ale zmartwiona jego stanem, burczeniem w brzuszku, umówiłam nas do pediatry...
I to był ostatni raz, jak ją odwiedziliśmy. W przychodni czekaliśmy godzinę. Kuba pochlipiwał, tulił się do nas. Wyglądał jak sto nieszczęść :(
Pani pediatra osłuchała go, obejrzała. Zawyrokowała: "Nooo... idą zęby. Ale to wygląda na jakąś infekcję jamy ustnej. Tylko dziwne, że gardło zdrowe i nie ma gorączki. Dziwne... w sumie to nie wiem co mu może być." - to ja mam wiedzieć??? Tak - Matka ma wiedzieć.
Przepisała Hascovir - dla dorosłych i NIE odwodnionych, Vagothyl do smarowania - pooperacyjnie, zasusza rany, wypala, nie wolno połykać - jak tym wysmarować w buzi cierpiącemu dziecku? Poza tym Tantum Verde w spray'u, i na moje życzenie czopki i Clemastinum. I awaryjnie skierowanie do szpitala.....
Hascovira i Vagothylu nie podałam.
Tuliłam, nosiłam, pokruszyłam mięciutki placek - skusił się na kilka kruszynek...
I tak po 17, gdy Mąż wrócił z pracy wpadliśmy na pomysł: Kuba zawsze opija się wody w wannie... Piana mu nie przeszkadza.... w sumie... napuściliśmy mu wody do wanny, daliśmy jak zwykle kubeczki do zabawy. A on... Kubeczek pełen wody przystawił do ust i napił się!!! Jaka ulga wyszła na jego buzi :) pił i wzdychał z radości gasząc pragnienie :))) naprawdę nie przejmowałam się, że to kranówa. Płyn do kąpieli i woda w basenie też nie źródlane i tyłka jak dotąd mu nie urwało ;)
Cieszyłam się niesamowicie, że wreszcie coś wypił - w sumie duży kubek tego wyszło- z 300ml!!
Humor mu się poprawił... po kąpieli już spokojniej jadł mięciutki placek. Tak już było do końca dnia. Okruszki placka, tyci wody z butelki, II kąpiel, okruszki i do spania.
A potem już było lepiej i lepiej.
Po dwóch dniach na śniadanie zjadł 4!! kiełbaski z kurczaka, na II śniadanko kawałek placka, obiad-zupa z dokładką, miękki owoc i na kolację 3 kanapki :)))
Dziś - po tygodniu, od tego wydarzenia , waży i wygląda jak mój synek :) Ma jeszcze katarek, ale daje sobie odciągać. Biega, je, cieszy się. Zęby się wybiły.... Strach, że dziecko się odwodni i trafimy do szpitala odszedł w niepamięć.
Irytuje mnie tylko dlaczego zatrudniane są na takie odpowiedzialne stanowiska - jak pediatra - osoby nie znające się na swoim fachu. To nie pierwszy raz, gdy diagnoza była błędna, naciągana; przepisane nietrafione lekarstwa. W poczekalni było do tej pani tylko 5ciu pacjentów; do pediatry obok - 25ciu!
Nic no - czuję się SUPER MAMĄ :)
poniedziałek, 18 listopada 2013
...zmiany, zmiany....
Zmiany są dobre. Czasami trzeba coś zmienić w swoim życiu, mieszkaniu, wyglądzie, by poczuć taką świeżość. Nabrać nowego oddechu w płuca. :)
U nas zmian sporo... Tak - moje włosy - blondynką wspaniale być i blondynki mają w życiu łatwiej ;) hihi :D ale odrosty są upierdliwe i w brązach/ średni blond też może być ciekawie...
Kontynuując w temacie wyglądu...i ja się fizycznie troszkę zmieniłam: tadam:
- tu 4 miesiąc :) Spodziewamy się Maleństwa!! Kuba będzie mieć rodzeństwo :) Obstawiam chłopczyka, najważniejsze by dziecko było zdrowe i doczekać się już nie możemy! Postanowiliśmy nie wypytywać się o płeć dziecka. Będziemy mieć Niespodziankę :) termin porodu: początek lutego.
Zmiany w mieszkaniu - wyprowadziła się moja Siostra i dostaliśmy pokój po niej. Jest on naszą sypialnią. A Kuba tym samym otrzymał swój pokoik - od 2 mcy śpi sam i nie było na tym polu żadnych problemów.
Poremontowe efekty - wkrótce :)
I Kuba - jak on się zmienił przez ostatnie kilka miesięcy....
W momencie, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży - w ciągu 3tygodni na spokojnie się sam odstawił. Obecnie pije tylko wodę.
Luuuubbii jeść :) ale konkrety. Ze słodkości tylko biszkopty/ciasteczka bebe i ewentualnie placek (sernik, drożdżowe...) Po obiedzie waży z 11kg ;) Poza tym je wszystko. Uwielbia jabłka, próbować nowe rzeczy.
Chodzi, biega, próbuje skakać... Powie MAMA, TATA, BABA, DADA, PAPA, LAMPA, KLIK (aparat z Diego), MAP (mapa z Dory), JESZCZE, CHCE, NIE, TAK, CICI, KOT, IHHIIIHI (na konia), MIAU, BIBI (Bisia - kuzynka), MIMI (wuja Michał), CIOCIA. Wymsknęło mu się ŁADNIE (komplementując układanie autek przez kuzynkę), CZEŚĆ, DRABINA. Jak chce to mówi, jak uznaje, że nie ma potrzeby się odzywać to nie mówi. :)))
Podsumowując macierzyństwo - fajnie jest być Mamą i fajnego mamy Synka. Bywają gorsze dni. Marudne, bo pogoda, bo zęby, bo ja jestem zmęczona, nie w sosie, bądź świat jest zwyczajnie upierdliwy ;)Ale jest OK :)
I zwyczajem biorę udział w Wymianie Mikołajkowej:
Marcelko! Szykuję prezent dla Ciebie i Tosi :)
U nas zmian sporo... Tak - moje włosy - blondynką wspaniale być i blondynki mają w życiu łatwiej ;) hihi :D ale odrosty są upierdliwe i w brązach/ średni blond też może być ciekawie...
Kontynuując w temacie wyglądu...i ja się fizycznie troszkę zmieniłam: tadam:
- tu 4 miesiąc :) Spodziewamy się Maleństwa!! Kuba będzie mieć rodzeństwo :) Obstawiam chłopczyka, najważniejsze by dziecko było zdrowe i doczekać się już nie możemy! Postanowiliśmy nie wypytywać się o płeć dziecka. Będziemy mieć Niespodziankę :) termin porodu: początek lutego.
Zmiany w mieszkaniu - wyprowadziła się moja Siostra i dostaliśmy pokój po niej. Jest on naszą sypialnią. A Kuba tym samym otrzymał swój pokoik - od 2 mcy śpi sam i nie było na tym polu żadnych problemów.
Poremontowe efekty - wkrótce :)
I Kuba - jak on się zmienił przez ostatnie kilka miesięcy....
W momencie, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży - w ciągu 3tygodni na spokojnie się sam odstawił. Obecnie pije tylko wodę.
Luuuubbii jeść :) ale konkrety. Ze słodkości tylko biszkopty/ciasteczka bebe i ewentualnie placek (sernik, drożdżowe...) Po obiedzie waży z 11kg ;) Poza tym je wszystko. Uwielbia jabłka, próbować nowe rzeczy.
Chodzi, biega, próbuje skakać... Powie MAMA, TATA, BABA, DADA, PAPA, LAMPA, KLIK (aparat z Diego), MAP (mapa z Dory), JESZCZE, CHCE, NIE, TAK, CICI, KOT, IHHIIIHI (na konia), MIAU, BIBI (Bisia - kuzynka), MIMI (wuja Michał), CIOCIA. Wymsknęło mu się ŁADNIE (komplementując układanie autek przez kuzynkę), CZEŚĆ, DRABINA. Jak chce to mówi, jak uznaje, że nie ma potrzeby się odzywać to nie mówi. :)))
Podsumowując macierzyństwo - fajnie jest być Mamą i fajnego mamy Synka. Bywają gorsze dni. Marudne, bo pogoda, bo zęby, bo ja jestem zmęczona, nie w sosie, bądź świat jest zwyczajnie upierdliwy ;)Ale jest OK :)
I zwyczajem biorę udział w Wymianie Mikołajkowej:
Marcelko! Szykuję prezent dla Ciebie i Tosi :)
środa, 3 lipca 2013
... Ach, te kobiety... ;)
Kuba jeszcze nie mówi. Ale da się z nim dogadać, wyrazi co chce, ma poczucie humoru.
Założyłam dziś sukienkę. Kiedy przeglądałam się w lustrze, Kuba przechodził obok mnie i zatrzymał się na chwilę. Patrzy, patrzy.. Pytam:
- I jak? Podoba Ci się mama w sukience? Ładnie wyglądam?
Uśmiechnął się lekko i odszedł... kręcąc główką!! jestem pewna, że w kontekście: "Ach, te kobiety...." :D
Wczoraj Mąż wyszedł podczas mżawki z Kubą na spacer. Kiedy zaczęło padać, wyjął osłonkę na wózek, schylił się od frontu i mówi do Syna:
- Pada deszcz i wiem, że nie lubisz osłonki, ale muszę ją założyć...
A Kuba, wyciągając smoczka z buzi:
- Nie, nie.. :)
Założyłam dziś sukienkę. Kiedy przeglądałam się w lustrze, Kuba przechodził obok mnie i zatrzymał się na chwilę. Patrzy, patrzy.. Pytam:
- I jak? Podoba Ci się mama w sukience? Ładnie wyglądam?
Uśmiechnął się lekko i odszedł... kręcąc główką!! jestem pewna, że w kontekście: "Ach, te kobiety...." :D
Wczoraj Mąż wyszedł podczas mżawki z Kubą na spacer. Kiedy zaczęło padać, wyjął osłonkę na wózek, schylił się od frontu i mówi do Syna:
- Pada deszcz i wiem, że nie lubisz osłonki, ale muszę ją założyć...
A Kuba, wyciągając smoczka z buzi:
- Nie, nie.. :)
sobota, 15 czerwca 2013
... 1 rok!!
I tak niepostrzeżenie dla mnie wiosna przeszła teoretycznie już w lato i nastał TEN dzień - Urodziny Kuby :)
Nie jest już małym dzidziusiem... ;) Jest dużym chłopcem, z którym można się super dogadać; ma ulubione dania, zabawki. Zawsze uśmiechnięty...
Podsumowanie roku:
- 4 ząbki na górze/ 4 na dole
- rozmiar buta 21
- ubranka 86
- waga 8-9kg
- chodzi (I krok 5.04.2013)
- "mama", "tata", "baba", "cici" -kot i co mu się jeszcze wymsknie
- i mówi "rrrrrrr" takie porządne!!! dla nas szok, bo ani ja ani mąż za dziecka nie umieliśmy!! :)
- ulubiona piosenka: Daft Punk "Get Lucky" ;)
- bije brawo, poda rączkę na przywitanie, zrobi papa, prześle buziaka, da buziaka TYLKO Mamie i Tacie :)
- zakomunikuje, gdy nie chce już jeść,
- respektuje reguły, że nie grzebiemy w kuchennych szafach, nie zbliżamy się do sprzętu TRV/AGD
- rusza dupką do muzyki, o której akurat myśli - serio!
- lubi bawić się piłką, oglądać i komentować książki
Nie tresujemy Kuby pt. "pokaż, gdzie miś/kotek/cokolwiek ma oczko, nos, ogon", nie zmuszamy by zrobił papa, ani się witał. Za to opowiadamy mu pokazując na obrazkach co jest co, idąc na spacer macamy wszystkie krzaki, płoty, mówię o wszystkich znakach drogowych :) I gdy słyszy jakieś słowo, jak ma ochotę - pokaże; np nos Mamy ;)Jeżeli nie chcemy by coś zrobił, np otwierał szuflady, schylamy się do jego poziomu, łapiemy za rączkę i patrząc w oczka mówmy jasno: Nie chcę, byś robił to czy tamto, ponieważ to i to... Jeżeli w celach odkrywczych znajdzie się w zasięgu potencjalnego zagrożenia (dla siebie/innych) - czyli kuchenka gazowa, telewizor, żelazko - krótko "Nie wolno".
Kuba je sam (poza wieczorną kaszką, gdy wiem, że zmęczony irytowałby się czasem konsumpcji ;) ) BLW okazało się super odkryciem. Nie ma plucia, wyrzucania jedzenia... Zawsze chętnie spróbuje nowego smaku :)
Tak - nadal karmię piersią :) podejrzewam, że do 18-stki pociągniemy ;) hihihih.. a tak na poważnie, to tak długo jak Kuba będzie chciał, lub zajdę w kolejną ciążę :) I żeby nie było - to nie takie ciumcianie sobie i przytulanie! Porządne opróżnienie piersi 7razy na dobę :)
Nie jest już małym dzidziusiem... ;) Jest dużym chłopcem, z którym można się super dogadać; ma ulubione dania, zabawki. Zawsze uśmiechnięty...
Podsumowanie roku:
- 4 ząbki na górze/ 4 na dole
- rozmiar buta 21
- ubranka 86
- waga 8-9kg
- chodzi (I krok 5.04.2013)
- "mama", "tata", "baba", "cici" -kot i co mu się jeszcze wymsknie
- i mówi "rrrrrrr" takie porządne!!! dla nas szok, bo ani ja ani mąż za dziecka nie umieliśmy!! :)
- ulubiona piosenka: Daft Punk "Get Lucky" ;)
- bije brawo, poda rączkę na przywitanie, zrobi papa, prześle buziaka, da buziaka TYLKO Mamie i Tacie :)
- zakomunikuje, gdy nie chce już jeść,
- respektuje reguły, że nie grzebiemy w kuchennych szafach, nie zbliżamy się do sprzętu TRV/AGD
- rusza dupką do muzyki, o której akurat myśli - serio!
- lubi bawić się piłką, oglądać i komentować książki
Nie tresujemy Kuby pt. "pokaż, gdzie miś/kotek/cokolwiek ma oczko, nos, ogon", nie zmuszamy by zrobił papa, ani się witał. Za to opowiadamy mu pokazując na obrazkach co jest co, idąc na spacer macamy wszystkie krzaki, płoty, mówię o wszystkich znakach drogowych :) I gdy słyszy jakieś słowo, jak ma ochotę - pokaże; np nos Mamy ;)Jeżeli nie chcemy by coś zrobił, np otwierał szuflady, schylamy się do jego poziomu, łapiemy za rączkę i patrząc w oczka mówmy jasno: Nie chcę, byś robił to czy tamto, ponieważ to i to... Jeżeli w celach odkrywczych znajdzie się w zasięgu potencjalnego zagrożenia (dla siebie/innych) - czyli kuchenka gazowa, telewizor, żelazko - krótko "Nie wolno".
Kuba je sam (poza wieczorną kaszką, gdy wiem, że zmęczony irytowałby się czasem konsumpcji ;) ) BLW okazało się super odkryciem. Nie ma plucia, wyrzucania jedzenia... Zawsze chętnie spróbuje nowego smaku :)
Tak - nadal karmię piersią :) podejrzewam, że do 18-stki pociągniemy ;) hihihih.. a tak na poważnie, to tak długo jak Kuba będzie chciał, lub zajdę w kolejną ciążę :) I żeby nie było - to nie takie ciumcianie sobie i przytulanie! Porządne opróżnienie piersi 7razy na dobę :)
niedziela, 17 marca 2013
...Mamowa Blogowa Wymianka Zającowa i zapalenie oskrzeli
... Tak, tak!! I my bierzemy udział w Wymiance Zającowej vol.2 u Agnieszki ! Trochę późno się tym chwalę, ale cieszę BARDZO!! :) Taki dreszczyk emocji, radość, że można kogoś obdarować :)
A poza tym jesteśmy chorzy :( Mąż już kończy, Kuba w zeszłym tygodniu zaczął przeziębieniem, które niestety przeszło w zapalenie oskrzeli i dopadło i mnie! :( Tu pragnę zaznaczyć, że wspaniale się nami opiekują Mąż i Mama :) Ja podaję syropki Kubie, Mąż inhalacje, oklepywanie, smarowanie, a Mama miesza mi syropy z miodem i dożywia nas :)
Syn... poza tym Syn raczkuje w systemie TURBO! po całym naszym piętrze! Wie kto mama, tata, baba - i nawie poszczególną osobę :) Powie na kota: cici. Zrobi bam bam otwartą i zwiniętą w pięść dłonią. Po fakcie: papa :) i... wstaje sam do pionu i balansuje! upada na rączki/dupkę i od nowa!! A cieszy się przy tym super :) i je... uwielbia jeść i wszystko próbować by chciał! A zupy to jego faworyt :)
I my też już chcemy WIOSNĘ....
A poza tym jesteśmy chorzy :( Mąż już kończy, Kuba w zeszłym tygodniu zaczął przeziębieniem, które niestety przeszło w zapalenie oskrzeli i dopadło i mnie! :( Tu pragnę zaznaczyć, że wspaniale się nami opiekują Mąż i Mama :) Ja podaję syropki Kubie, Mąż inhalacje, oklepywanie, smarowanie, a Mama miesza mi syropy z miodem i dożywia nas :)
Syn... poza tym Syn raczkuje w systemie TURBO! po całym naszym piętrze! Wie kto mama, tata, baba - i nawie poszczególną osobę :) Powie na kota: cici. Zrobi bam bam otwartą i zwiniętą w pięść dłonią. Po fakcie: papa :) i... wstaje sam do pionu i balansuje! upada na rączki/dupkę i od nowa!! A cieszy się przy tym super :) i je... uwielbia jeść i wszystko próbować by chciał! A zupy to jego faworyt :)
I my też już chcemy WIOSNĘ....
sobota, 16 lutego 2013
... 7 minut z dnia Kuby
Pomału nabieram weny na pisanie... a póki co - Kuba:
Od tygodnia podłogi są jego :) I sam wstanie mając czego się chwycić... Jak szybko rośnie!!!
Od tygodnia podłogi są jego :) I sam wstanie mając czego się chwycić... Jak szybko rośnie!!!
sobota, 15 grudnia 2012
... mózg i cycusie
O tym, że produkcja mleka zaczyna się w głowie dowiedziałam się w pierwszych dwóch tygodniach życia Kuby. I to z Internetu! Od Hafiji, od innych mam blogujących. Nasz pierwszy tydzień w domu po narodzinach to był dla mnie swego rodzaju intensywny kurs karmienia - teoria i praktyka. Bo przed porodem nawet teorii nie miałam - ok, wiedziałam, że dziecko pije z piersi, że I mleko to siara, i w sumie tyle.
Nie wiedziałam, że tak bardzo mogą popękać brodawki; że Dzidziek będzie najchętniej ssał 24h na dobę.
W książkach tego nie napisali... A poradni laktacyjnej u mnie w mieście nie ma. (dzięki Bogu za fajne położne i pielęgniarki, które nie podsuwały MM)
Z czasem było u nas coraz lepiej (jak wiecie z wcześniejszych postów), ale cały czas się dokształcam! :)
Obserwuję Kubę, siebie, nasze dni... I co chwilę odkrywam coś nowego!! Jak np. w tym tygodniu.
Ale od początku... :)
Od poniedziałku wprowadziliśmy Kubie kaszę z glutenem na śniadanko, potem jabłko-deserek i obiad-warzywko. Bardzo chcieliśmy by jadł metodą BLW.
Poniedziałek był na luzie. Kaszka-kilka łyżeczek, ziemniak sobie miażdżył rączkami; mała grudka, która dostała się do buzi została wypluta (już wiem, że ziemniak nie jest lubiany)
Wtorek - kaszki więcej zjadł, jabłko (starłam) też parę łyżeczek; ziemniaka przespał :) Cycusie produkowały mleko jak szalone!!
Środa - kaszka ok; jabłko ok; a ziemniak.... ziemniak z masełkiem, ale zmiażdżyłam na papkę i wsadzałam w dziubek.
Tak samo w czwartek, z tym, że doszła marchewka... I zauważyłam coś dziwnego: cycusie zwolniły - w sumie już w środę wieczorem!! W czwartek słabo "się ładowały" - mimo, że normalnie jadłam, przyjmowałam dużo płynów.
W piątek od rana już się zestresowałam co jest grane??!! W sumie Kuba bardziej się stresował, bo nie leciało strumieniem jak lubi, tylko musiał nieźle ciągnąć.
I usiadłam pod wieczór. I zaczęłam myśleć i analizować tydzień. I ODKRYŁAM przyczynę "słabego ładowania"!!!! : STRES! Mój stres, moje myśli dotyczące tego, że Kuba się nie najada. Że jest głodny, że za mało je stałych, świeżo co wprowadzonych pokarmów!
I od razu kontynuacja w mojej głowie: "Kobieto; opanuj się!! ;) wszystko jest ok!" Przecież dziecko na początku tylko smakuje pożywienia stałego. Karmienie piersią jest cały czas podstawą jego żywienia i mu wystarcza. Nie wpychaj w niego zmiażdżonego jedzenia, tylko Mu zaufaj! :)))) Ma czas!
Więc dziś wzięłam na luz. I zaufałam.
Dziś rano jak zwykle kaszka. Jabłuszko przespał Potomek. A potem ugotowałam marchewkę. W sumie 2 duuże; na parze. Pokroiłam w słupki - takie do rączki. Posadziłam Kubę w krzesełku, zawinęłam w śliniak i położyłam przed nim kilka marchewek.... Spojrzał na mnie: "A co mam niby z tym robić??"
Wzięłam jedną do ręki i przesadnie nią manewrując zaczęłam jeść i mlaskać ;)))
Zobaczyłam w jego oczkach TEN błysk! "Aaaa... To tak się tym bawimy..."... i chwycił marchewkę i wsadził do buzi!!! Odłamał sobie kawałek - za duży! I już, już miałam interweniować, ratować, ale się wstrzymałam.
Oczka się załzawiły, zakrztusił się lekko i sprawnie cały kawałek wypluł!! Już myślałam, że się zniechęci, a On wziął kolejny kawałek i już mniejszy sobie umlaskał!! :) i połknął :DDDDDDDDDDD
VICTORY! :))))
Potem jeszcze parę mniejszych kawałeczków dotarło do dziubka. Co prawda większość wylądowała na podłodze lub była wyciskana spomiędzy paluszków. To co :))))
Ale ta radość!! Ta niezależność jaką się dało wyczuć!! Był zachwycony :)))) Karmienie łyżeczką było troszkę walką o to by dotarła ona z jedzeniem do buzi, a Kuba ją próbował przechwycić. Tu miał wolną rękę. Zero wtrącania się, zagadywania, przepychania.
Cycusie ponownie zaczęły porządną produkcję mleka - Mama się rozluźniła, uradowała :)
Tyle wystarczyło - zluzować. Nie martwić się, nie kreować problemu, nie stresować się.
Zaufać sobie i dziecku.
Ciało kobiety jest niesamowite! Samo wie jak przekazać potrzebę. Czy brakuje jakiś witamin, czy coś nas męczy.
Z tym, że mój mózg potrafi dać mi sygnał, że coś jest "nie halo" z moim ciałem, ze mną - wiedziałam już wcześniej. Ale jego współpraca z cycusiami jest fenomenem dla mnie :)
Mamy: ufajcie sobie. Ja się uczę tego każdego dnia. Każdego dnia sobie o tym przypominam :) teraz też wiem, że jeszcze muszę pamiętać by ufać swojemu Dziecku :)
Nie wiedziałam, że tak bardzo mogą popękać brodawki; że Dzidziek będzie najchętniej ssał 24h na dobę.
W książkach tego nie napisali... A poradni laktacyjnej u mnie w mieście nie ma. (dzięki Bogu za fajne położne i pielęgniarki, które nie podsuwały MM)
Z czasem było u nas coraz lepiej (jak wiecie z wcześniejszych postów), ale cały czas się dokształcam! :)
Obserwuję Kubę, siebie, nasze dni... I co chwilę odkrywam coś nowego!! Jak np. w tym tygodniu.
Ale od początku... :)
Od poniedziałku wprowadziliśmy Kubie kaszę z glutenem na śniadanko, potem jabłko-deserek i obiad-warzywko. Bardzo chcieliśmy by jadł metodą BLW.
Poniedziałek był na luzie. Kaszka-kilka łyżeczek, ziemniak sobie miażdżył rączkami; mała grudka, która dostała się do buzi została wypluta (już wiem, że ziemniak nie jest lubiany)
Wtorek - kaszki więcej zjadł, jabłko (starłam) też parę łyżeczek; ziemniaka przespał :) Cycusie produkowały mleko jak szalone!!
Środa - kaszka ok; jabłko ok; a ziemniak.... ziemniak z masełkiem, ale zmiażdżyłam na papkę i wsadzałam w dziubek.
Tak samo w czwartek, z tym, że doszła marchewka... I zauważyłam coś dziwnego: cycusie zwolniły - w sumie już w środę wieczorem!! W czwartek słabo "się ładowały" - mimo, że normalnie jadłam, przyjmowałam dużo płynów.
W piątek od rana już się zestresowałam co jest grane??!! W sumie Kuba bardziej się stresował, bo nie leciało strumieniem jak lubi, tylko musiał nieźle ciągnąć.
I usiadłam pod wieczór. I zaczęłam myśleć i analizować tydzień. I ODKRYŁAM przyczynę "słabego ładowania"!!!! : STRES! Mój stres, moje myśli dotyczące tego, że Kuba się nie najada. Że jest głodny, że za mało je stałych, świeżo co wprowadzonych pokarmów!
I od razu kontynuacja w mojej głowie: "Kobieto; opanuj się!! ;) wszystko jest ok!" Przecież dziecko na początku tylko smakuje pożywienia stałego. Karmienie piersią jest cały czas podstawą jego żywienia i mu wystarcza. Nie wpychaj w niego zmiażdżonego jedzenia, tylko Mu zaufaj! :)))) Ma czas!
Więc dziś wzięłam na luz. I zaufałam.
Dziś rano jak zwykle kaszka. Jabłuszko przespał Potomek. A potem ugotowałam marchewkę. W sumie 2 duuże; na parze. Pokroiłam w słupki - takie do rączki. Posadziłam Kubę w krzesełku, zawinęłam w śliniak i położyłam przed nim kilka marchewek.... Spojrzał na mnie: "A co mam niby z tym robić??"
Wzięłam jedną do ręki i przesadnie nią manewrując zaczęłam jeść i mlaskać ;)))
Zobaczyłam w jego oczkach TEN błysk! "Aaaa... To tak się tym bawimy..."... i chwycił marchewkę i wsadził do buzi!!! Odłamał sobie kawałek - za duży! I już, już miałam interweniować, ratować, ale się wstrzymałam.
Oczka się załzawiły, zakrztusił się lekko i sprawnie cały kawałek wypluł!! Już myślałam, że się zniechęci, a On wziął kolejny kawałek i już mniejszy sobie umlaskał!! :) i połknął :DDDDDDDDDDD
VICTORY! :))))
Potem jeszcze parę mniejszych kawałeczków dotarło do dziubka. Co prawda większość wylądowała na podłodze lub była wyciskana spomiędzy paluszków. To co :))))
Ale ta radość!! Ta niezależność jaką się dało wyczuć!! Był zachwycony :)))) Karmienie łyżeczką było troszkę walką o to by dotarła ona z jedzeniem do buzi, a Kuba ją próbował przechwycić. Tu miał wolną rękę. Zero wtrącania się, zagadywania, przepychania.
Cycusie ponownie zaczęły porządną produkcję mleka - Mama się rozluźniła, uradowała :)
Tyle wystarczyło - zluzować. Nie martwić się, nie kreować problemu, nie stresować się.
Zaufać sobie i dziecku.
Ciało kobiety jest niesamowite! Samo wie jak przekazać potrzebę. Czy brakuje jakiś witamin, czy coś nas męczy.
Z tym, że mój mózg potrafi dać mi sygnał, że coś jest "nie halo" z moim ciałem, ze mną - wiedziałam już wcześniej. Ale jego współpraca z cycusiami jest fenomenem dla mnie :)
Mamy: ufajcie sobie. Ja się uczę tego każdego dnia. Każdego dnia sobie o tym przypominam :) teraz też wiem, że jeszcze muszę pamiętać by ufać swojemu Dziecku :)
środa, 12 grudnia 2012
... nasz Synek ma 6 miesięcy!!
W biegu... pomiędzy kolejnymi partiami pierniczków, a ostatnimi zamówieniami na prezenty... Nasz Synek skończył 6 miesięcy! Jak rośnie nam Potomek!
A Kuba:
- waży dobre ponad 8kg :)))) ( a mówi się, że na mleku Mamy dziecko słabo przypiera :P )
- mierzy ok 80cm
- sam siedzi już całkiem nieźle
- ale woli stać
- przy czym Mama :)))) ah ah :))) nauczyła go, że wyciąga dłonie, a Dzidziek wie, że ma je złapać, by się podnieść :)))
- wydaje dźwięki niczym dinozaur i diva operowa
- rozumie, że słowa "amam, cycusie" to zapowiedź jedzonka :)
- jak dzieje się "krzywda" woła "mamamammamama" <3
- urządza sobie "rozmowy do cycusia" - przerywa ssanie i ... mówi ...coś? :))
- w poniedziałek wkroczyliśmy w świat kaszek - Kuba lubi; a ja lubię jak on tą kaszką pachnie!
- ziemniak jest ble
- dziś (środa) było jabłko - smakuje
A Kuba:
- waży dobre ponad 8kg :)))) ( a mówi się, że na mleku Mamy dziecko słabo przypiera :P )
- mierzy ok 80cm
- sam siedzi już całkiem nieźle
- ale woli stać
- przy czym Mama :)))) ah ah :))) nauczyła go, że wyciąga dłonie, a Dzidziek wie, że ma je złapać, by się podnieść :)))
- wydaje dźwięki niczym dinozaur i diva operowa
- rozumie, że słowa "amam, cycusie" to zapowiedź jedzonka :)
- jak dzieje się "krzywda" woła "mamamammamama" <3
- urządza sobie "rozmowy do cycusia" - przerywa ssanie i ... mówi ...coś? :))
- w poniedziałek wkroczyliśmy w świat kaszek - Kuba lubi; a ja lubię jak on tą kaszką pachnie!
- ziemniak jest ble
- dziś (środa) było jabłko - smakuje
piątek, 7 grudnia 2012
...DIY nie do końca świączenie...
.... ale napewno zimowo :)
Dziś nas trochę zasypało - śnieg padał całą ubiegłą noc... Kuba jest zaskoczony widokami za oknem :) I tak niesamowicie się go ostatnio ogląda! Rośnie nam dziecko tak szybko!! Całkiem nieźle już sam siedzi podtrzymywany prosto stoi... Uśmiecha się do wszystkich :)
I postanowiłam, mimo paskudnych warunków na drogach, wyskoczyć do miasta, kiedy Potomek spał :) Od dawna marzył mi się karmnik dla ptaszków. Kupiłam i jutro będzie już wisiał przy kuchennym oknie.
Dokupiłam ziarna i słoninki. Oprócz tego chciałam Wam pokazać, jak jeszcze można uradować ptaki:
Zimowe DIY na dziś to Karma tłuszczowa dla ptaków . Potrzebne będzie:
- ziarna
- smalec
- sznurek
- foremki
- garnuszek do topienia smalcu, 2 szklanki by uwiesić sznurek, wykałaczka
W garnku na wolnym ogniu topimy smalec. Widoczna na zdjęciu kostka wystarczy na 8 "babeczek ziarenkowych". W międzyczasie ustawiamy jakieś 2 szklanki i opieramy na nich patyczek, na którym zawieszamy sznurek, tak, by pętelką dotykał dna foremki (zdj.2)
Wsypujemy ziarenka i wlewamy roztopiony, nie gorący smalec. Warto zamieszać delikatnie ziarenka, by ładnie się połączyło. Jeżeli sznurek się przekrzywi - nie ma to większego znaczenia; gdy smalec zaczyna gęstnieć, można go wyrównać.
Tak zapełniamy wszystkie foremki i odstawiamy w chłodne miejsce. Gdy smalec jest już twardy, delikatnie uwalniamy z foremek.
Dobrze trzymać karmę w lodówce, by nie straciła kształtu.
*przepraszam za jakość zdjęć... niestety sztuczne światło... :(
Jutro pokażę zdjęcia z zawieszonym karmnikiem i "babeczkami". Poza tym polecam do poczytania:
Dziś nas trochę zasypało - śnieg padał całą ubiegłą noc... Kuba jest zaskoczony widokami za oknem :) I tak niesamowicie się go ostatnio ogląda! Rośnie nam dziecko tak szybko!! Całkiem nieźle już sam siedzi podtrzymywany prosto stoi... Uśmiecha się do wszystkich :)
I postanowiłam, mimo paskudnych warunków na drogach, wyskoczyć do miasta, kiedy Potomek spał :) Od dawna marzył mi się karmnik dla ptaszków. Kupiłam i jutro będzie już wisiał przy kuchennym oknie.
Dokupiłam ziarna i słoninki. Oprócz tego chciałam Wam pokazać, jak jeszcze można uradować ptaki:
Zimowe DIY na dziś to Karma tłuszczowa dla ptaków . Potrzebne będzie:
- ziarna
- smalec
- sznurek
- foremki
- garnuszek do topienia smalcu, 2 szklanki by uwiesić sznurek, wykałaczka
W garnku na wolnym ogniu topimy smalec. Widoczna na zdjęciu kostka wystarczy na 8 "babeczek ziarenkowych". W międzyczasie ustawiamy jakieś 2 szklanki i opieramy na nich patyczek, na którym zawieszamy sznurek, tak, by pętelką dotykał dna foremki (zdj.2)
Wsypujemy ziarenka i wlewamy roztopiony, nie gorący smalec. Warto zamieszać delikatnie ziarenka, by ładnie się połączyło. Jeżeli sznurek się przekrzywi - nie ma to większego znaczenia; gdy smalec zaczyna gęstnieć, można go wyrównać.
Tak zapełniamy wszystkie foremki i odstawiamy w chłodne miejsce. Gdy smalec jest już twardy, delikatnie uwalniamy z foremek.
Dobrze trzymać karmę w lodówce, by nie straciła kształtu.
*przepraszam za jakość zdjęć... niestety sztuczne światło... :(
Jutro pokażę zdjęcia z zawieszonym karmnikiem i "babeczkami". Poza tym polecam do poczytania:
środa, 5 grudnia 2012
... dekoracje świąteczne cz.2
Dziś spadł u nas pierwszy śnieg!! Stałam z Kubą w oknie i mu opowiadałam co i jak... patrzył na tą biel z otwartymi ustkami :) Słodziak ;)
Świąteczne DIY na dziś to Hiacynty w dekoracyjnym naczyniu. Potrzebne będzie:
- naczynie -u mnie bulionówka z PEPCO
- hiacynty - białe z Lidla
- ziemia
- ozdobna wstążka, słomiana gwiazdka
Nie będę wdawała się w szczegółowe opisy ;) Delikatnie przesadzamy hiacynty do naczynia, zawiązujemy wkoło wstążeczkę, doczepiamy gwiazdkę i voila :)
Mam nadzieję, że zakwitną do Świąt.
Świąteczne DIY na dziś to Hiacynty w dekoracyjnym naczyniu. Potrzebne będzie:
- naczynie -u mnie bulionówka z PEPCO
- hiacynty - białe z Lidla
- ziemia
- ozdobna wstążka, słomiana gwiazdka
Nie będę wdawała się w szczegółowe opisy ;) Delikatnie przesadzamy hiacynty do naczynia, zawiązujemy wkoło wstążeczkę, doczepiamy gwiazdkę i voila :)
Mam nadzieję, że zakwitną do Świąt.
wtorek, 4 grudnia 2012
...Nasze chwile przyjemności :
Hafija na swoim blogu napisała pięknu post "Nasze chwile przyjemności... A Wasze?", a potem zapytała się jakie są innych blogowiczek ich chwile sprawiające radość. Też dodałam swój komentarz. A potem pomyślałam: "Przecież i tu może być mój opis. Bym tu go miała dla siebie" :)
"... Zbliża się północ. Siedzę przy biurku w pracowni i ustawiam ostatnie ząbki w wosku dla jutrzejszego pacjenta. W radiu leci jakiś optymistyczny kawałek; wystukuję nogą rytm :) Przez elektroniczną nianię słyszę pierwsze szmery dochodzące z sypialni... Kuba przewraca się w łóżeczku. Aha... za chwilę będzie się wybudzał na pierwsze nocne karmienie. Uśmiecham się do siebie; napewno śpi na boku z przykrytą głową i odkrytym ciałkiem...to słodkie udko wystawił bokiem - takie do schrupania. Skarpety zwisają pomiędzy szczebelkami...Czuję mrowienie i wiem, że te wszystkie ciepłe myśli kumulują się w cycusiach.
Głośniejsze szumy - ok, czas się podnosić. Dom uśpiony... Koty drzemią w kuchni... Po drodze na piętro zdejmuję bluzkę.
Mąż smacznie śpi :) zapalam malutką lampkę w kształcie księżyca; Kuba trze oczka... biorę go na ręce, otulam ramionami, siadam na łóżku wygodnie się opierając. ooo.. już szuka cycusia dziubkiem :)
I wtula się... I mlaska... jedną rączką obejmuje mnie pod pachą, drugą kładzie na cycusiu. Otulam go kocykiem, on poprawia sobie ułożenie główki i pomrukuje.. I tak siedzimy sobie...
Za oknem ciemna noc. Wokół nas cisza. Jestem tylko ja i mój Syn. Głaszczę go po główce, po twarzy, dotykam ciepłych stópek. W moich myślach: "Jak on to robi, że śpiąc w samym bodziaku jest taki cieplutki??! :)", "oho...udrapnął się w uszko...". "jaki malutki pieprzyk na ramionku! Nie było go tam... :)"...
Zwalnia picie mleczka... Najadł się. Ostatnie pociągnięcia. Pomruki. Z mlaśnięciem puszcza brodawkę słodko wydymając usteczka... Że też moje oczy nie mogą zrobić teraz zdjęcia! Ale za to jest to tylko moje. Nasze...
Ostrożnie wstaję, chwilę go jeszcze tulę, całuję i odkładam do łóżeczka. Przykrywam kocykiem, ale on jednym ruchem wystawia stópki jednocześnie zaciągając kocyk wyżej. Rozrzuca nóżki, ostatnie mlaśnięcie i śpi słodkim snem.
Każdy moment dnia jest z Kubą wspaniały. Ale najbardziej lubię właśnie noce. Bo to są tylko Nasze chwile :)"
"... Zbliża się północ. Siedzę przy biurku w pracowni i ustawiam ostatnie ząbki w wosku dla jutrzejszego pacjenta. W radiu leci jakiś optymistyczny kawałek; wystukuję nogą rytm :) Przez elektroniczną nianię słyszę pierwsze szmery dochodzące z sypialni... Kuba przewraca się w łóżeczku. Aha... za chwilę będzie się wybudzał na pierwsze nocne karmienie. Uśmiecham się do siebie; napewno śpi na boku z przykrytą głową i odkrytym ciałkiem...to słodkie udko wystawił bokiem - takie do schrupania. Skarpety zwisają pomiędzy szczebelkami...Czuję mrowienie i wiem, że te wszystkie ciepłe myśli kumulują się w cycusiach.
Głośniejsze szumy - ok, czas się podnosić. Dom uśpiony... Koty drzemią w kuchni... Po drodze na piętro zdejmuję bluzkę.
Mąż smacznie śpi :) zapalam malutką lampkę w kształcie księżyca; Kuba trze oczka... biorę go na ręce, otulam ramionami, siadam na łóżku wygodnie się opierając. ooo.. już szuka cycusia dziubkiem :)
I wtula się... I mlaska... jedną rączką obejmuje mnie pod pachą, drugą kładzie na cycusiu. Otulam go kocykiem, on poprawia sobie ułożenie główki i pomrukuje.. I tak siedzimy sobie...
Za oknem ciemna noc. Wokół nas cisza. Jestem tylko ja i mój Syn. Głaszczę go po główce, po twarzy, dotykam ciepłych stópek. W moich myślach: "Jak on to robi, że śpiąc w samym bodziaku jest taki cieplutki??! :)", "oho...udrapnął się w uszko...". "jaki malutki pieprzyk na ramionku! Nie było go tam... :)"...
Zwalnia picie mleczka... Najadł się. Ostatnie pociągnięcia. Pomruki. Z mlaśnięciem puszcza brodawkę słodko wydymając usteczka... Że też moje oczy nie mogą zrobić teraz zdjęcia! Ale za to jest to tylko moje. Nasze...
Ostrożnie wstaję, chwilę go jeszcze tulę, całuję i odkładam do łóżeczka. Przykrywam kocykiem, ale on jednym ruchem wystawia stópki jednocześnie zaciągając kocyk wyżej. Rozrzuca nóżki, ostatnie mlaśnięcie i śpi słodkim snem.
Każdy moment dnia jest z Kubą wspaniały. Ale najbardziej lubię właśnie noce. Bo to są tylko Nasze chwile :)"
... ogłoszenie parafialne :)
Dziękuję za miłe komentarze pod poprzednim postem. :***
Postanowiłam poszperać na allegro, czy jeszcze znajdzie się taka kolejka jak moja - może ktoś byłby zainteresowany i skorzysta :))). I są:
kolejka 1
kolejka 2
kolejka 3
Za tydzień ten post zniknie, gdy minął terminy aukcji.
A znalazłam jeszcze takie cacko:
Też kalendarz adwentowy. Bardzo męski :) tylko cena powala - ponad 130zł... ehhh ;)
Postanowiłam poszperać na allegro, czy jeszcze znajdzie się taka kolejka jak moja - może ktoś byłby zainteresowany i skorzysta :))). I są:
kolejka 1
kolejka 2
kolejka 3
Za tydzień ten post zniknie, gdy minął terminy aukcji.
A znalazłam jeszcze takie cacko:
Też kalendarz adwentowy. Bardzo męski :) tylko cena powala - ponad 130zł... ehhh ;)
poniedziałek, 3 grudnia 2012
... odliczanie do Świąt!
I nagle nie wiadomo kiedy zrobił się grudzień! Myśli krążą wokół Świąt, choinki, prezentów. Dziś słyszałam pierwszy raz w tym roku świąteczną piosenkę w radiu :)
UWIELBIAM ten czas! Każdego dnia budzę się i spoglądam za okno w nadziei, że spadł śnieg..
Będzie to "pierwszy śnieg Kuby". Nie mogę się doczekać jego reakcji na choinkę... i prezenty...
Na blogach pojawiają się piękne zdjęcia dekoracji domów. Widać już wieńce, bombki gdzieniegdzie i kalendarze Adwentowe.
I u nas pierwszy raz postawiliśmy kalendarz. Nie taki czekoladkowy, tylko taki, który będzie "naszą rodzinną tradycją" :)
Dużo czasu zajęło mi poszukiwanie tego idealnego. Już-już miałam szyć i wtedy wpadł mi w oko ten:
Byłam nim zauroczona, tylko nie wiedziałam gdzie go kupić... Nawet myślałam o jakimś takim dla dzieci, by przemalować, przerobić ;) i co kilka dni przetrząsając Allegro trafiłam na niego!!! Ktoś sprzedawał MÓJ wymarzony kalendarz, w idealnym stanie, w ofercie KupTeraz... Nawet nie namyślałam się godziny :)
I oto Nasz Rodzinny Kalendarz Adwentowy:
Ponieważ nie miałam wiele czasu, by powkładać do niej jakieś drobiazgi i tym bardziej, że Kuba jest na tyle mały, że jeszcze w sumie go to nie dotyczy - włożyłam do niej cukierki i na każdy dzień jakieś zajęcie dla nas. Wierzę, że w przyszłości dzieci będą miały z niego dużo frajdy.
Chciałam Was także zaprosić na zaglądanie tu do Świąt - postaram się co drugi dzień zaproponować Wam małe DIY w klimacie świątecznym... Będzie jak wykonać efektowne ozdoby do prezentów, wykonać dekoracje, rodzinne tworzenie, świąteczna poduszka...
Pierwsze DIY to spersonalizowanie Kolejki Kalendarza Adwentowego.
Do każdego wagonika włożyłam coś słodkiego - ulubione Marcepanki Męża i moje Białe Michaszki. Dodatkowo czekoladki z motywem świątecznym oraz słomkowe ozdoby, które potem zawiesimy na choince. Poszukując inspiracji na Pinterest stworzyłam listę 24 zajęć przedświątecznych, które rodzina może razem wykonać. Czyli np. lepienie bałwana, pieczenie pierników, oglądanie świątecznego filmu, pakowanie prezentów, itd itp... W Word'zie stworzyłam tabelkę, wpisałam zadania, wydrukowałam i pocięłam. Zwinęłam w rulonik, związałam tasiemką i włożyłam w odpowiednie wagoniki. U nas zrobiłam to logistycznie dostosowując je do grafiku pracy Męża, przewidywań ile pracy będę miała ja i priorytetów :)
Kilka świeczek i pierwsza dekoracja przedświąteczna gotowa :)
UWIELBIAM ten czas! Każdego dnia budzę się i spoglądam za okno w nadziei, że spadł śnieg..
Będzie to "pierwszy śnieg Kuby". Nie mogę się doczekać jego reakcji na choinkę... i prezenty...
Na blogach pojawiają się piękne zdjęcia dekoracji domów. Widać już wieńce, bombki gdzieniegdzie i kalendarze Adwentowe.
I u nas pierwszy raz postawiliśmy kalendarz. Nie taki czekoladkowy, tylko taki, który będzie "naszą rodzinną tradycją" :)
Dużo czasu zajęło mi poszukiwanie tego idealnego. Już-już miałam szyć i wtedy wpadł mi w oko ten:
Byłam nim zauroczona, tylko nie wiedziałam gdzie go kupić... Nawet myślałam o jakimś takim dla dzieci, by przemalować, przerobić ;) i co kilka dni przetrząsając Allegro trafiłam na niego!!! Ktoś sprzedawał MÓJ wymarzony kalendarz, w idealnym stanie, w ofercie KupTeraz... Nawet nie namyślałam się godziny :)
I oto Nasz Rodzinny Kalendarz Adwentowy:
Ponieważ nie miałam wiele czasu, by powkładać do niej jakieś drobiazgi i tym bardziej, że Kuba jest na tyle mały, że jeszcze w sumie go to nie dotyczy - włożyłam do niej cukierki i na każdy dzień jakieś zajęcie dla nas. Wierzę, że w przyszłości dzieci będą miały z niego dużo frajdy.
Chciałam Was także zaprosić na zaglądanie tu do Świąt - postaram się co drugi dzień zaproponować Wam małe DIY w klimacie świątecznym... Będzie jak wykonać efektowne ozdoby do prezentów, wykonać dekoracje, rodzinne tworzenie, świąteczna poduszka...
Pierwsze DIY to spersonalizowanie Kolejki Kalendarza Adwentowego.
Do każdego wagonika włożyłam coś słodkiego - ulubione Marcepanki Męża i moje Białe Michaszki. Dodatkowo czekoladki z motywem świątecznym oraz słomkowe ozdoby, które potem zawiesimy na choince. Poszukując inspiracji na Pinterest stworzyłam listę 24 zajęć przedświątecznych, które rodzina może razem wykonać. Czyli np. lepienie bałwana, pieczenie pierników, oglądanie świątecznego filmu, pakowanie prezentów, itd itp... W Word'zie stworzyłam tabelkę, wpisałam zadania, wydrukowałam i pocięłam. Zwinęłam w rulonik, związałam tasiemką i włożyłam w odpowiednie wagoniki. U nas zrobiłam to logistycznie dostosowując je do grafiku pracy Męża, przewidywań ile pracy będę miała ja i priorytetów :)
Kilka świeczek i pierwsza dekoracja przedświąteczna gotowa :)
środa, 14 listopada 2012
Liebster Blog
Tym razem zostałam ustrzelona przez moją Siostrę do nominacji Liebster Blog.
"Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawane dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie."
Zestaw pytań, który zaserwowała mi Magda:
1. Dobra wróżka daje Ci możliwość wybrania daru na dowolnym instrumencie: jaki by to był instrument?
- gitara. By brzdękolić przy letnich grill'ach :)
2. Super piękny\a czy super mądry\a?
- super mądra :) Super piękna już się czuję :P
3. Czy jest coś, do czego jesteś bardzo przywiązana(y)?
- jest kilka drobiazgów, np szpilki Buffalo (mają 5lat i są nie do zdarcia!!) - LOVE :)
4. Czy jest coś, co uwielbiasz, a Twoja druga połówka tego nie cierpi?
- Ptasie Mleczko Śmietankowe. Mąż uwielbia Wanilionwe. Nie wyjadamy sobie nawzajem.
5. Nigdy nie wezmę do ust...
- jakiegoś jadalnego" robala"
6. Znienawidzony smak dzieciństwa, to...
- zielony groszek w zupie!
7. Co w sobie lubisz?
- całą siebie! Faaajna jestem ;)
8. Co byś w sobie zmienił\a?
- nic :)
9. Czego nigdy byś nie ubrała wychodząc z domu?
- mini
10. Boże Narodzenie czy Wielkanoc?
- Boże Narodzenie
11. Co sądzisz o takich łańcuszkach?
- lubię :)
A moja lista pytań:
1. Jeżeli craft'owanie to maszyna do szycia czy nożyczki, papier i klej?
2. Romansidło czy kryminał?
3. Kot czy pies?
4. Niespodziewanie masz dzień tylko dla siebie... Co pierwsze robisz?
5. Radio ZET czy RMF FM?
6. Najprzystojniejszy James Bond to... (odtwórca roli)?
7. Tętniące życiem miasto, czy spokojna "dziura"?
8. Choinka Świąteczna w kolorach....
9. Co uwielbiasz w swoim Partnerze?
10. Zwariowane marzenie?
11. IKEA - za czy przeciw?
Do zabawy zapraszam:
Agę
Clatite
Agnieszkę
Agatę
Karlę
"Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawane dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie."
Zestaw pytań, który zaserwowała mi Magda:
1. Dobra wróżka daje Ci możliwość wybrania daru na dowolnym instrumencie: jaki by to był instrument?
- gitara. By brzdękolić przy letnich grill'ach :)
2. Super piękny\a czy super mądry\a?
- super mądra :) Super piękna już się czuję :P
3. Czy jest coś, do czego jesteś bardzo przywiązana(y)?
- jest kilka drobiazgów, np szpilki Buffalo (mają 5lat i są nie do zdarcia!!) - LOVE :)
4. Czy jest coś, co uwielbiasz, a Twoja druga połówka tego nie cierpi?
- Ptasie Mleczko Śmietankowe. Mąż uwielbia Wanilionwe. Nie wyjadamy sobie nawzajem.
5. Nigdy nie wezmę do ust...
- jakiegoś jadalnego" robala"
6. Znienawidzony smak dzieciństwa, to...
- zielony groszek w zupie!
7. Co w sobie lubisz?
- całą siebie! Faaajna jestem ;)
8. Co byś w sobie zmienił\a?
- nic :)
9. Czego nigdy byś nie ubrała wychodząc z domu?
- mini
10. Boże Narodzenie czy Wielkanoc?
- Boże Narodzenie
11. Co sądzisz o takich łańcuszkach?
- lubię :)
A moja lista pytań:
1. Jeżeli craft'owanie to maszyna do szycia czy nożyczki, papier i klej?
2. Romansidło czy kryminał?
3. Kot czy pies?
4. Niespodziewanie masz dzień tylko dla siebie... Co pierwsze robisz?
5. Radio ZET czy RMF FM?
6. Najprzystojniejszy James Bond to... (odtwórca roli)?
7. Tętniące życiem miasto, czy spokojna "dziura"?
8. Choinka Świąteczna w kolorach....
9. Co uwielbiasz w swoim Partnerze?
10. Zwariowane marzenie?
11. IKEA - za czy przeciw?
Do zabawy zapraszam:
Agę
Clatite
Agnieszkę
Agatę
Karlę
wtorek, 13 listopada 2012
... 5 miesięcy i jeden dzień
Kolejny miesiąc za nami... Kubek rośnie i rośnie... Każdą chwilę staramy się uwiecznić, zapisać, pstryknąć fotę. Bo zdaliśmy sobie sprawę, że już NIGDY się nie powtórzy! Więc zapisujemy nasze dni w kalendarzu - nie codziennie (ponieważ czasami brak sił, pamięć zawiedzie..), aparat mam w zasięgu ręki, czy staram się wklikać coś tu.
Wczoraj Mąż był w domu cały dzień. Więc mieliśmy duuużoooo czasu na spędzenie go rodzinnie. Rano ja zostałam z Potomkiem, Mąż pojechał po zakupy... Przy okazji przywiózł mi bukiet róż - ot tak :) Często to robi -ot tak :))))))) <3 Więc ja zrobiłam pyyyszene śniadanko - polecam przepis tu. Jedyną modyfikację jaką wprowadziłam, to na dno wkładam najpierw boczek, potem chleb. Dzięki temu ładnie się wyjmuje- boczek pełni rolę formy trzymającej wszystko razem. I używam formy do MegaMuffinek firmy Wilton.
Był dłuugi spacer po parku w trójkę i kawa u mojej babci. Podczas spaceru Kuba usnął, my przysiedliśmy na ławce... Pogoda była piękna, spokojnie, ćwierkały ptaki, liście spadały z drzew. To w takich momentach czuję jak wielką jestem szczęściarą: mam Mężka, Dzidziusia, Rodzinę; mamy prace, domek rodzinny, jesteśmy zdrowi, mamy czas dla siebie, czas na spacery, na odpoczynek, na drobne przyjemności... Nie zarabiamy kokosów, nie mieszkamy sami, nie wychodzimy często... Ale i tak jest SUPER! ludzie mają tak ciężko....
Cudownie doceniać takie chwile!
Potem troszkę popracowałam, uruchomiłam maszynę do szycia!! (efekty pokażę wkrótce). Mężek zajął się Kubą. Dzień zakończyliśmy przy romantycznie przy świecach.
Wczoraj Mąż był w domu cały dzień. Więc mieliśmy duuużoooo czasu na spędzenie go rodzinnie. Rano ja zostałam z Potomkiem, Mąż pojechał po zakupy... Przy okazji przywiózł mi bukiet róż - ot tak :) Często to robi -ot tak :))))))) <3 Więc ja zrobiłam pyyyszene śniadanko - polecam przepis tu. Jedyną modyfikację jaką wprowadziłam, to na dno wkładam najpierw boczek, potem chleb. Dzięki temu ładnie się wyjmuje- boczek pełni rolę formy trzymającej wszystko razem. I używam formy do MegaMuffinek firmy Wilton.
Był dłuugi spacer po parku w trójkę i kawa u mojej babci. Podczas spaceru Kuba usnął, my przysiedliśmy na ławce... Pogoda była piękna, spokojnie, ćwierkały ptaki, liście spadały z drzew. To w takich momentach czuję jak wielką jestem szczęściarą: mam Mężka, Dzidziusia, Rodzinę; mamy prace, domek rodzinny, jesteśmy zdrowi, mamy czas dla siebie, czas na spacery, na odpoczynek, na drobne przyjemności... Nie zarabiamy kokosów, nie mieszkamy sami, nie wychodzimy często... Ale i tak jest SUPER! ludzie mają tak ciężko....
Cudownie doceniać takie chwile!
Potem troszkę popracowałam, uruchomiłam maszynę do szycia!! (efekty pokażę wkrótce). Mężek zajął się Kubą. Dzień zakończyliśmy przy romantycznie przy świecach.
środa, 7 listopada 2012
... na szybko na tą chwilę.
Żyjemy! :) Co prawda ostatnio troszkę brak czasu na wiele rzeczy, ale mam zamiar to zmienić :)
Kuba oczywiście rośnie:
-7500g!!!
-74cm!!!
-obrót na brzuszek zajmuje mu nanosekundy :) Powrót na plecki jeszcze nie rozpracowany
-pociągnięty za rączki ochoczo siada - bujając się jeszcze
-cycusiujemy radośnie :)
-bodziaki rozmiar 12-18mcy (Early Days)
-i MĘCZĄ okrutnie wychodzące i niewidoczne jeszcze ząbki....
I tu pytanie do Mam: dziewczyny - czy obiło się Wam o uszy, bądź praktykujecie na swoich Pociechach zakładanie koralików z bursztynów? Czy to działa (wiem, że nie ma reguły), gdzie je można dostać? Widziałam gdzieś także jakby smoczki z bursztynu (?) - to też ma na celu zadziałać na dziąsełka?
Nie jest u nas krytycznie. Potomek noce przesypia spokojnie, tylko w dzień się irytuje... Pod wieczór parę łezek potoczy.. Więc nie dramatyzuję ;) tylko żal mi go bardzo.
Z innych nowości: a ciachłam włosy :) moim mężczyznom się podoba - najważniejsze :)
Kuba oczywiście rośnie:
-7500g!!!
-74cm!!!
-obrót na brzuszek zajmuje mu nanosekundy :) Powrót na plecki jeszcze nie rozpracowany
-pociągnięty za rączki ochoczo siada - bujając się jeszcze
-cycusiujemy radośnie :)
-bodziaki rozmiar 12-18mcy (Early Days)
-i MĘCZĄ okrutnie wychodzące i niewidoczne jeszcze ząbki....
I tu pytanie do Mam: dziewczyny - czy obiło się Wam o uszy, bądź praktykujecie na swoich Pociechach zakładanie koralików z bursztynów? Czy to działa (wiem, że nie ma reguły), gdzie je można dostać? Widziałam gdzieś także jakby smoczki z bursztynu (?) - to też ma na celu zadziałać na dziąsełka?
Nie jest u nas krytycznie. Potomek noce przesypia spokojnie, tylko w dzień się irytuje... Pod wieczór parę łezek potoczy.. Więc nie dramatyzuję ;) tylko żal mi go bardzo.
Z innych nowości: a ciachłam włosy :) moim mężczyznom się podoba - najważniejsze :)
sobota, 13 października 2012
(post na wczoraj)... 4 miesiące...
Wczoraj Kuba skończył 4 miesiące!! Pędzą te tygodnie niesamowicie... Z nowin:
- umie przekładać grzechotkę z lewej do prawej i z prawej do lewej dłoni!
- obraca się w łóżeczku o 180stopni
- pewnie waży już z 7kg i mierzy ponad 70cm (update po 17.10 - po szczepieniu :))
- ząbków brak
- a dziś (13.10).... przewrócił się sam na brzuszek!!!!!! :) Miał minkę: "Phi... to tylko przewrót na brzuszek" ;) My jako rodzice byliśmy zdecydowanie bardziej rozentuzjazmowani :)
Czasami, gdy go trzymam w objęciach i na niego patrzę, szeptam mu coś... uświadamiam sobie tak bardzo wyraźnie, że trzymam w rękach malutkiego człowieczka! Że jestem za niego odpowiedzialna, że on mi ufa całym sobą, że jest jak pusta książka, która będzie się stopniowo zapełniać... Jest to dla mnie tak niesamowite uczucie... Głaskać tą malutką główkę.. Patrzeć na malutkie usteczka, gdy już skończy pić mleko, puszczają brodawkę z takim słodkim mlaśnięciem... dotykać gładkich wnętrz dłoni, bez zgrubień, odcisków....
Uwielbiam moment, gdy się budzi z drzemki.. Pędzę wtedy do pokoju, by gdy otworzy oczka już mnie zobaczył, by wiedział, że jestem, że ktoś czeka na niego, że nie musi płaczem wołać.
Otwiera powoli oczka...przygląda się przez chwilę...uśmiech mu się błąka po twarzy. Po chwili rozpromienia się na moje zagadywanie i zaczyna się przeciągać. Na koniec rozrzuca zadowolony rączki i nóżki.
Szalenie kocham naszego Synka :))))
rodzinnie :)
- umie przekładać grzechotkę z lewej do prawej i z prawej do lewej dłoni!
- obraca się w łóżeczku o 180stopni
- pewnie waży już z 7kg i mierzy ponad 70cm (update po 17.10 - po szczepieniu :))
- ząbków brak
- a dziś (13.10).... przewrócił się sam na brzuszek!!!!!! :) Miał minkę: "Phi... to tylko przewrót na brzuszek" ;) My jako rodzice byliśmy zdecydowanie bardziej rozentuzjazmowani :)
Czasami, gdy go trzymam w objęciach i na niego patrzę, szeptam mu coś... uświadamiam sobie tak bardzo wyraźnie, że trzymam w rękach malutkiego człowieczka! Że jestem za niego odpowiedzialna, że on mi ufa całym sobą, że jest jak pusta książka, która będzie się stopniowo zapełniać... Jest to dla mnie tak niesamowite uczucie... Głaskać tą malutką główkę.. Patrzeć na malutkie usteczka, gdy już skończy pić mleko, puszczają brodawkę z takim słodkim mlaśnięciem... dotykać gładkich wnętrz dłoni, bez zgrubień, odcisków....
Uwielbiam moment, gdy się budzi z drzemki.. Pędzę wtedy do pokoju, by gdy otworzy oczka już mnie zobaczył, by wiedział, że jestem, że ktoś czeka na niego, że nie musi płaczem wołać.
Otwiera powoli oczka...przygląda się przez chwilę...uśmiech mu się błąka po twarzy. Po chwili rozpromienia się na moje zagadywanie i zaczyna się przeciągać. Na koniec rozrzuca zadowolony rączki i nóżki.
Szalenie kocham naszego Synka :))))
rodzinnie :)
niedziela, 7 października 2012
EDIT do ...myśli nocną porą...
.... < 24.00-24.30 przerwa techniczna na cycusia :) >
Poprzedni post nie miał przypadkiem zabrzmieć: "dobra doczesne to zbędne gadżety; wracajmy do zabawy patykiem!" :) heheheh
Były/są to raczej luźne myśli powodowane ostatnimi dniami ...moimi zmartwieniami (czego wynikiem są migreny i wysypka - tak, tak - dostaję wysypki od stresu!), na nieprzespane noce (Potomek czasami środek nocy chce potraktować zabawowo;)), na natłok wrażeń... Za kilka dni mi przejdzie ;)
Nie umiałabym, z obecnym "mózgiem", wiedzą, żyć te np 100lat temu! Wszystko, co ułatwia nam życie dobrze doceniać.
Choćby krem do twarzy! Mój ulubiony L'oreal Happy Derm wycofali parę lat temu ze sprzedaży! Mam OSTATNIĄ sztukę w szafce... Od dłuższego czasu poszukiwałam czegoś, co będzie dla mnie tak fajnym wynalazkiem. Wypróbowałam różne Nivea, Amway, z wszelkich uzdrowisk, dla dzieci, ostatnio popularny Herbal Garden... i żaden mi nie pasował.
Kupiłam nowość L'oreal - Nutri-Gold... i... jest super! Dziś: po 16stu godzinach moja skóra jest nadal nawilżona, gładka i nawet nie za bardzo zmęczona! Mam nadzieję, że uwielbienie będzie trwało i nagle go nie wycofają ze sprzedaży ;)))
Doceniam matę, bo dzięki niej Kuba jest czymś zajęty, a ja i wysuszę włosy, i śniadanie zjeść mogę... i karuzelka go uśpi... a krzesełko napewno będzie super przy wspólnych posiłkach.
Chyba bym po prostu chciała, by doba miała 48h.. mieć czas i dla Kuby, i na pracę, i na sen, i dla bliskich, i dla siebie i dla męża...
Może najlepiej znajdę na Allegro złotą rybkę... ;) hihii
Póki co - idę się tulić do moich mężczyzn... Ten większy co prawda śmierdzi czosnkiem (profilaktycznie się faszeruje, bo coś go bierze...), ale i tak się przytulę ;)
Poprzedni post nie miał przypadkiem zabrzmieć: "dobra doczesne to zbędne gadżety; wracajmy do zabawy patykiem!" :) heheheh
Były/są to raczej luźne myśli powodowane ostatnimi dniami ...moimi zmartwieniami (czego wynikiem są migreny i wysypka - tak, tak - dostaję wysypki od stresu!), na nieprzespane noce (Potomek czasami środek nocy chce potraktować zabawowo;)), na natłok wrażeń... Za kilka dni mi przejdzie ;)
Nie umiałabym, z obecnym "mózgiem", wiedzą, żyć te np 100lat temu! Wszystko, co ułatwia nam życie dobrze doceniać.
Choćby krem do twarzy! Mój ulubiony L'oreal Happy Derm wycofali parę lat temu ze sprzedaży! Mam OSTATNIĄ sztukę w szafce... Od dłuższego czasu poszukiwałam czegoś, co będzie dla mnie tak fajnym wynalazkiem. Wypróbowałam różne Nivea, Amway, z wszelkich uzdrowisk, dla dzieci, ostatnio popularny Herbal Garden... i żaden mi nie pasował.
Kupiłam nowość L'oreal - Nutri-Gold... i... jest super! Dziś: po 16stu godzinach moja skóra jest nadal nawilżona, gładka i nawet nie za bardzo zmęczona! Mam nadzieję, że uwielbienie będzie trwało i nagle go nie wycofają ze sprzedaży ;)))
Doceniam matę, bo dzięki niej Kuba jest czymś zajęty, a ja i wysuszę włosy, i śniadanie zjeść mogę... i karuzelka go uśpi... a krzesełko napewno będzie super przy wspólnych posiłkach.
Chyba bym po prostu chciała, by doba miała 48h.. mieć czas i dla Kuby, i na pracę, i na sen, i dla bliskich, i dla siebie i dla męża...
Może najlepiej znajdę na Allegro złotą rybkę... ;) hihii
Póki co - idę się tulić do moich mężczyzn... Ten większy co prawda śmierdzi czosnkiem (profilaktycznie się faszeruje, bo coś go bierze...), ale i tak się przytulę ;)
... myśli nocną porą...
Mąż śpi.... Kuba śpi.... Dziś wreszcie spokojna noc. - Ostatnie kilka było burzowych, deszczowych, z wściekle wiejącym wiatrem (którego się boję). W biegu zasłaniałam okna roletami... trochę to wyciszało jęki i zawodzenia wichury.
Właśnie spoglądam na matę edukacyjną Kuby. Jest rozłożona między kuchnią a gościnnym, gdzie jeszcze w zeszłym tygodniu zasnęłam z nim na kocach. Mata podoba się dzieciu. Widzę, że interesują go wiszące zabawki - grzechotki; że jest to dla niego urozmaicenie dnia.
Kupiona karuzelka z misiami jednak póki co nie spełnia moich oczekiwań. Chodzi troszkę za głośno - sądzę, że w nocy zamiast Kubę uśpić - rozbudziła by go. Więc po wstępnym montażu wróciła do kartonu - muszę nad nią pomyśleć :)
Zakupione książeczki "Obrazki dla malucha" okazały się udanym zakupem. Oglądaliśmy sobie leżąc na łóżku; Kuba kukał na kolorowe obrazki, wyciągał rączki.
A dziś udało mi się kupić krzesełko do karmienia. Wiem, że jeszcze jest czas na Bubę, ale został mi polecony akurat ten model. Nie ma go juć chyba w sprzedaży; jest wykonany bardzo solidnie, bez jakiś mega bajerów. Znalazłam aukcję, wygrałam, będziemy czekać na dostawę...
I tak po tej wyliczance przedmiotów, które wydają się być wręcz niezbędne do życia, zastanawiam się: "...czy na pewno...?" Koc, a nad nim mop oparty na krzesełkach był całkiem niezłą "matą edukacyjną" - wymagało to tylko poświęcenia więcej naszej uwagi dziecku (teraz zajmują go plastikowe zwierzątka). Karuzela - może zamiast niej, powinien oglądać moją twarz nachylająca się nad nim; śpiewającą; uśmiechającą się, robiącą miny... Książeczki... ok książeczki zawsze są fajne do pooglądania. Ale póki co, nasze ręce; i splatane z Kuby paluszkami, "gagała, gagała", "idzie rak" i inne - też się fajnie ogląda i dotyka. Krzesełko... jeszcze nie mam zdania.
I ma te ileś gryzaków, bo może któryś "zdziała cuda" i ulży dziecku, a koniec końców i tak własne i czasami moje paluszki są najlepsze do smyrania po dziąsełkach.... Na chyba 6 grzechotek, ta najzwyklejsza, najtańsza, najprostsza jest Najlepsza! I kolorowe pluszaczki, milusie małpki, ptaszki i tak chowają się przy prostej włóczkowej żabce (Kolorino) i czerwonym krabie (też Kolorino)...
Od kilku dni jestem bardzo zmęczona... często kręci mi się w głowie (nawet jak leżę)... mam jakby mniej sił... i mleko jakoś tak super nie napełnia cycusiów do rozmiarów DD...
Myślę tak sobie... Może ta chęć - by może nie wszystko, ale sporo, było bliskie "naj..." jakoś tak mnie trochę zmęczyła? Może lepiej pobawię się, pokudlam (od cuddle - tulić - moje spolszczenie ;)) z Kubą cały dzień w naszym łóżku... pomruczymy sobie... olejemy pstrokate zabawki i pokażę mu delikatne chusteczki jak fajnie można drzeć, gnieść; zwykłą drewnianą łyżkę... Coś prostego, zwykłego...
Zaczynają się pytania i licytacje: a kiedy będziesz gotować mu zupki? jak długo zamierzasz karmić? a ile waży? -ooo; dużo!, a podnosi się już? a może siedzi już? nie - i biegać, też nie biega... bo Mój... bo Moja... Ja wiem, że każda Mama się cieszy, że jej dziecko jest dla niej najcudowniejsze. Tylko dlaczego zawsze te pytania/informacje wiążą się z dawką "rad"? Bo dziecko "musi" zacząć od papek -"bo ja już daję marchewkę", słoiczek, jabłuszka tarte, zupki przecierane... NIE - My zaczynamy od BLW. Bo dziecko "musi" popatrzeć na świat, być ponoszone w pionie, posadzone z podparciem.. NIE - ma słaby kręgosłup jeszcze, i przyjdzie jego moment na siedzenie...
Dziś są ważne dla mnie te słowa:
"Kiedy dziecko powinno już chodzić i mówić?
Wtedy kiedy chodzi i mówi.
Kiedy powinny wyrznąć się ząbki?
Akurat wtedy kiedy się wyrzynają.
I niemowlę tylko godzin spać powinno,
ile mu potrzeba, by było wyspane."
Janusz Korczak.
Jutro będzie NASZ dzień (takie moje postanowienie) :) Będziemy się tulić... Przewracać na brzuszek (co usilnie Potomek próbuje opanować, a że główka jeszcze ciężka, to irytuje się bardzo biedak), oglądać paluszki, spać razem, ponoszę Kubka trochę więcej niż zwykle... O pracy myśleć nie będę - ok, dopiero o 23 (wtedy zejdę do pracowni). Bo ani się obejrzę, a on już mi ucieknie....
...bo taki malutki tylko mój już za chwilkę nie będzie....
Właśnie spoglądam na matę edukacyjną Kuby. Jest rozłożona między kuchnią a gościnnym, gdzie jeszcze w zeszłym tygodniu zasnęłam z nim na kocach. Mata podoba się dzieciu. Widzę, że interesują go wiszące zabawki - grzechotki; że jest to dla niego urozmaicenie dnia.
Kupiona karuzelka z misiami jednak póki co nie spełnia moich oczekiwań. Chodzi troszkę za głośno - sądzę, że w nocy zamiast Kubę uśpić - rozbudziła by go. Więc po wstępnym montażu wróciła do kartonu - muszę nad nią pomyśleć :)
Zakupione książeczki "Obrazki dla malucha" okazały się udanym zakupem. Oglądaliśmy sobie leżąc na łóżku; Kuba kukał na kolorowe obrazki, wyciągał rączki.
A dziś udało mi się kupić krzesełko do karmienia. Wiem, że jeszcze jest czas na Bubę, ale został mi polecony akurat ten model. Nie ma go juć chyba w sprzedaży; jest wykonany bardzo solidnie, bez jakiś mega bajerów. Znalazłam aukcję, wygrałam, będziemy czekać na dostawę...
I tak po tej wyliczance przedmiotów, które wydają się być wręcz niezbędne do życia, zastanawiam się: "...czy na pewno...?" Koc, a nad nim mop oparty na krzesełkach był całkiem niezłą "matą edukacyjną" - wymagało to tylko poświęcenia więcej naszej uwagi dziecku (teraz zajmują go plastikowe zwierzątka). Karuzela - może zamiast niej, powinien oglądać moją twarz nachylająca się nad nim; śpiewającą; uśmiechającą się, robiącą miny... Książeczki... ok książeczki zawsze są fajne do pooglądania. Ale póki co, nasze ręce; i splatane z Kuby paluszkami, "gagała, gagała", "idzie rak" i inne - też się fajnie ogląda i dotyka. Krzesełko... jeszcze nie mam zdania.
I ma te ileś gryzaków, bo może któryś "zdziała cuda" i ulży dziecku, a koniec końców i tak własne i czasami moje paluszki są najlepsze do smyrania po dziąsełkach.... Na chyba 6 grzechotek, ta najzwyklejsza, najtańsza, najprostsza jest Najlepsza! I kolorowe pluszaczki, milusie małpki, ptaszki i tak chowają się przy prostej włóczkowej żabce (Kolorino) i czerwonym krabie (też Kolorino)...
Od kilku dni jestem bardzo zmęczona... często kręci mi się w głowie (nawet jak leżę)... mam jakby mniej sił... i mleko jakoś tak super nie napełnia cycusiów do rozmiarów DD...
Myślę tak sobie... Może ta chęć - by może nie wszystko, ale sporo, było bliskie "naj..." jakoś tak mnie trochę zmęczyła? Może lepiej pobawię się, pokudlam (od cuddle - tulić - moje spolszczenie ;)) z Kubą cały dzień w naszym łóżku... pomruczymy sobie... olejemy pstrokate zabawki i pokażę mu delikatne chusteczki jak fajnie można drzeć, gnieść; zwykłą drewnianą łyżkę... Coś prostego, zwykłego...
Zaczynają się pytania i licytacje: a kiedy będziesz gotować mu zupki? jak długo zamierzasz karmić? a ile waży? -ooo; dużo!, a podnosi się już? a może siedzi już? nie - i biegać, też nie biega... bo Mój... bo Moja... Ja wiem, że każda Mama się cieszy, że jej dziecko jest dla niej najcudowniejsze. Tylko dlaczego zawsze te pytania/informacje wiążą się z dawką "rad"? Bo dziecko "musi" zacząć od papek -"bo ja już daję marchewkę", słoiczek, jabłuszka tarte, zupki przecierane... NIE - My zaczynamy od BLW. Bo dziecko "musi" popatrzeć na świat, być ponoszone w pionie, posadzone z podparciem.. NIE - ma słaby kręgosłup jeszcze, i przyjdzie jego moment na siedzenie...
Dziś są ważne dla mnie te słowa:
"Kiedy dziecko powinno już chodzić i mówić?
Wtedy kiedy chodzi i mówi.
Kiedy powinny wyrznąć się ząbki?
Akurat wtedy kiedy się wyrzynają.
I niemowlę tylko godzin spać powinno,
ile mu potrzeba, by było wyspane."
Janusz Korczak.
Jutro będzie NASZ dzień (takie moje postanowienie) :) Będziemy się tulić... Przewracać na brzuszek (co usilnie Potomek próbuje opanować, a że główka jeszcze ciężka, to irytuje się bardzo biedak), oglądać paluszki, spać razem, ponoszę Kubka trochę więcej niż zwykle... O pracy myśleć nie będę - ok, dopiero o 23 (wtedy zejdę do pracowni). Bo ani się obejrzę, a on już mi ucieknie....
...bo taki malutki tylko mój już za chwilkę nie będzie....
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















